Pechowe szczęście kontra szczęśliwy pech…

Czy pecha można przekuć w szczęście…? To, że szczęście może się przeistoczyć w pecha jest oczywiste i często spotykane więc nawet nie warto się na ten temat rozpisywać… Wracając do pecha, a nawet bardziej do jego transformacji w szczęście – Czy to możliwe…? Oczywiście, że tak… Wszystko zależy od tego czy nagromadzenie szczęścia będzie wstanie stłamsić pecha, który w danej sytuacji nas spotyka… Teoretyzując – dajmy na to, że spóźniamy się na pociąg w efekcie czego jesteśmy zmuszeni spędzać (jałowo) czas w oczekiwaniu na kolejny – istny pech, nieszczęście, beznadzieja no i pojawiająca się nuda związana z oczekiwaniem… ale w tym, że czasie – teoretycznie straconym możemy napisać notkę, która wprawi w zachwyt internautów, możemy spotkać, a tym samym poznać kogoś kto okaże się nam bardzo bliski mentalnie i osobowościowo zyskując znajomość, która może przekształcić się w przyjaźń, a czasami nawet relację innego charakteru – przecież wszystko jest możliwe i niezbadane są ścieżki przeznaczenia, losu, przypadku… Oczywiście powyższe teoretycznie mogące się pojawić sytuacje są błahostką ale… pojawiają się historie ludzkie o znacznie większym natężeniu pecha, które w efekcie stały się impulsem zmian w ich życiu – wszelkiego rodzaju wypadki, problemy zdrowotne, problemy materialne i nagle przysłowiowe „BUM!” – dany człowiek zaczyna inaczej spoglądać na swoje życie i otaczający go Świat, przewartościowuje swoje życie stając się kimś innym – bardzo często kimś „lepszym”… Dlaczego dopiero gdy „coś” tracimy lub przynajmniej istnieje znaczne ryzyko utraty tego „czegoś” zaczynamy to doceniać? Chyba zbyt szybko i zbyt łatwo przyzwyczajamy się do „dobrego” już po chwili nie potrafiąc tego w pełni docenić.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Pechowe szczęście kontra szczęśliwy pech…”

  1. BUM, czyli życiowy przełom, do którego dochodzi co najmniej raz na jakiś czas w życiu każdego z nas, na ogół odbija się pozytywnie, powodując zmiany na lepsze. Są jednak takie wydarzenia i historie, które nie kończą się dobrze, happy endem. Jedno nieszczęście pociąga za sobą kolejne i wtedy wszystko zaczyna się składać niczym kostki domina ustawione jedna za drugą.
    Życie to taka sinusoida: raz jesteś na górze, a raz na dole, w fazie wznoszenia albo opadania, a innym razem na poziomie zero i wtedy, choćbyś nie wiem jak bardzo chciał, na pewno nic się nie dzieje i nie wydarzy, nie nastąpią żadne przełomy.

    Polubienie

    1. Życie jako swoistego rodzaju proces wystrzega się bierności… nieustannie „coś” się dzieje nawet jak nam samym wydaje się, że Świat wokoło nas zwalnia lub się zatrzymuje… Nie wszystko co nas spotyka ma pozytywny wydźwięk lecz z dysnansu pewnego czasu doświadczenie zebrane w czasie „gorszych chwil” przyczynia się do większej świadomości siebie samego, życia i Świata, w ktorym przyszło nam żyć…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s