Czas leczy rany…(?)

Niezwykle względnym pojęciem w swoim charakterze jest „czas” – odliczany, zapisywany, w pamięci utrwalany… To sztuczny bezpostaciowy „twór”, którego istnienie tak trudno udowodnić, a jedynie zauważalne ślady jakie „po sobie” (po)zostawia dobitnie świadczą o jego istnieniu… Płynie, leci, (prze)mija w zgodzie ze wskazówką zegara miarowo odliczany… Czy czas sam w sobie „cokolwiek” może…? Czy jakakolwiek moc sprawcza w nim drzemie…? Czas sobie, a my sobie – wciąż odwagi bardzo wiele nam (po)trzeba aby czas wiecznym wrogiem naszym być przestał… Walczymy z nim mimo iż to przeciwnik, z którym wygrać z pewnością nam się nie uda… Lecz my ludzie już tak mamy, że to co w teorii niemożliwe dla nas tym bardziej motywujące… Jak jest z tym leczniczym na nas czasu wpływem…? Czy bierne czekanie cokolwiek zmienić w nas może…? Oszukujemy sami siebie, że tak być może, a w głębi serca świadomi jesteśmy braku sił naprawczych czasu biernie przez palce przepływającego… Gdy już dojdziemy do wniosku, że z „przeciwnikiem” tym nie wygramy i niczego za nas on sam nie załatwi zaczynamy brać los we własne ręce chcąc wykorzystać możliwości jakie pojawiają się na poszczególnych etapach linii czasu, którą każdego dnia mozolnie podążamy… Czas ran nie leczy to tylko my zapominamy to co zapomnianym być powinno…

Reklamy

6 uwag do wpisu “Czas leczy rany…(?)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s