Ludzie (nie)praktykujący, a wierzący…

Wiara jest czymś nadrzędnym – nie dajmy sobie narzucić tego, że osoba nieuczęszczająca do kościoła jest jednocześnie niewierząca… Wiara to jedno, a uczestniczenie w „życiu kościoła” to inna kwesta – oczywiście dla wielu to jedno i to samo – lecz to wielki błąd… Pomijając już kwestie lenistwa i ogólnie pojęte „zabieganie” ludzie unikają wizyt w kościele również z innych powodów… Trywializując – „tam” jest smutno i „wieje nudą”… Zbyt wiele patosu, teatralnej sztuczności, recytowanych bez chwili zadumy, a wyrytych na pamięć treści… Czy ludzie w ogóle myślą o tym co się do nich mówi…? Zastanawiają się nad wypowiadanymi przez siebie słowami…? Jak wielu z nich idzie na mszę z wewnętrznej potrzeby…? A jak wielu idzie bo musi aby uniknąć grzechu jakim jest brak obecności…? Idą również bo wypada – Bo co powiedzą inni jak nie pójdę…? A czy ktokolwiek potrafiłby się przyznać do tego, że na mszy się nudzi i tylko czeka aż się skończy…(?) Kazania zbyt długie i nad wyraz przesiąknięte polityką lub ciągłym straszeniem… W chwili opuszczania bram kościoła pojawia się euforia wynikająca z ulgi, że ma się to już za sobą… Czy logicznie rzecz biorąc ma to jakikolwiek sens…? Wiara przedstawiana nam w czasie mszy powinna napawać nas radością życia i energią do działania… Wizyta w kościele powinna naładować nasze akumulatory na cały tydzień… Po co nas ciągle straszą cierpieniem, śmiercią, popełnianymi nieustannie grzechami… To, że umrzemy to pewne lecz po co nam o tym co tydzień przypominać, że w proch się obrócimy…(?) Czy osoba klęcząca przez całą mszę na kolanach ze złożonymi rękami, a po wyjściu z kościoła plotkująca i obgadująca sąsiada, że jest gruby i brzydki, a jego żona gotuje zbyt słone zupy jest lepsza od takiej, która wizyty w kościele unika, a stara się być tolerancyjną i pomocną dla innych…(?) I gdzie ta radość, śpiew, energia…? Gdzie ten magnez nas przyciągający, który w kościele być powinien…? A spowiedź – Czy inny człowiek w szaty odziany ma decydować o odpuszczeniu naszych win i grzechów…(?) To „sprawa” między nami, a Bogiem i nie potrzebujemy do tego pośrednika, który jest równie „słaby” jak my sami… Dlaczego nie można inaczej, a to, że można pokazują nam inni…(?) Gospel – śpiew, radość, energia… Jeżeli Bóg chce dla nas dobrze, a zakładać należy, że chce to powinniśmy się cieszyć życiem i możliwie jak najmniej martwić… Życie to skarb największy i tak długo jak żyjemy tak też długo powinniśmy się radować z tego wszystkiego co na nasze życie się składa… Przemijanie, odchodzenie, obracanie się w proch odłóżmy sobie na później – na to niestety i tak przyjdzie odpowiedni czas… Teraz cieszmy się życiem, bądźmy dla siebie dobrzy, wyrozumiali i tolerancyjni, a i uśmiechajmy się możliwie często do siebie dostrzegając pozytywne strony ziemskiej egzystencji…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s