Zarządzanie emocjami…

Emocje to „skutek uboczny” ogólnie pojętego życia… pojawiają się w przeróżnych sytuacjach – można by było pokusić się nawet o stwierdzenie, że towarzysza nam nieustannie, aczkolwiek ich intensywność i charakter się zmienia w zależności od tego czego aktualnie doświadczamy… W konfrontacji z „nimi” jesteśmy (najczęściej) bezsilni stając się „ich” podwładnymi… Panują nad nami lecz my mimo to uznajemy, że potrafimy „je” kontrolować – jak często potrafimy się w tej kwestii mylić… Nie zmienia to faktu, że zarządzać nimi bardzo byśmy chcieli uznając, że jesteśmy wstanie się tego nauczyć… Czy aby na pewno…? no może… lecz raczej śmiem w to wątpić… gdyby to było możliwe stalibyśmy się prognozowanymi istotami, które niezależnie od tego co się dzieje nigdy nie „wybuchają” i nie popełniają błędów pod wpływem „emocjonalnego wzburzenia”… Każdy kiedyś doświadczył niezwykłej siły emocji mówiąc lub też robiąc „coś” czego z perspektywy czasu żałował… Oczywiście emocje miewają również zabarwienie bardzo pozytywne – wręcz w swojej magicznej aurze niezwykle piękne i wyjątkowe… Pojawiają się i towarzyszą naszym relacją z innymi ludźmi, a zwłaszcza z tymi, którzy z jakiegoś powodu są nam bliscy… Na szczycie emocjonalnej piramidy znajduje się oczywiście miłość… Miłość jest tym co w naszym życiu najpiękniejsze lecz jednocześnie od „niej” do nienawiści paradoksalnie droga bardzo krótka… Bywa, że podążamy „od miłości do nienawiści” – Dlaczego…? Z jakiego powodu…? Czy to swoistego rodzaju odgórna tendencja do uśredniania – jakby nie było minus z plusem się równoważy… Bardzo trudno o obojętność gdy „ktoś” „coś” do „kogoś” czuje lub też czuł… Reasumując należałoby postawić pytania… Czy emocje to nasz przyjaciel czy jednak wróg…? Musimy się im podporządkowywać czy też możemy nad nimi panować…? Czym i jakie byłoby nasze życie pozbawione emocji…? Czy bez „nich” nadal bylibyśmy ludźmi takimi jakimi jesteśmy…?

Reklamy

32 uwagi do wpisu “Zarządzanie emocjami…”

    1. Mam jeszcze coś o stanach pośrednich, czyli takich, w których wyzerowujemy emocje
      – myśl, której autorem jest Alexander Lowen:
      „Nienawiść można określić jako ostygłą miłość. Proces ten nie jest gwałtowny; aby miłość ostygła, trzeba wielu rozczarowań.”

      Lubię to

      1. Znam ludzi, którzy w mgnieniu oka przeskakiwali ze skrajności w skrajność, czyli z miłości w nienawiść. Z pewnością nie był to powolny proces, jakim jest stygnięcie. W nienawiści czuli się o wiele lepiej niż w miłości, i to mnie w nich zarówno fascynowało, jak i przerażało.

        Lubię to

    2. Powstrzymywanie emocji na dłuższą metę oczywiście nie jest dobrym rozwiązaniem… Wiele prawdy w przytoczonej myśli – „ostygła miłość” – potrzeba wiele czasu aby tak silna emocja ostygła, bywa, że nigdy w pełni nie ostyga…

      Lubię to

      1. Miłość nie ma negatywnego odpowiednika. Ta prawdziwa, nigdy się nie kończy. Nienawiść nie wynika z miłości, choć może ją zmienić. Staram się nie łączyć tych uczuć.

        Lubię to

  1. No ja bym chciała być choć trochę bardziej obojętna „tu i tam” w „tych czy innych” okolicznościach, ale nie zawsze mi się to udaje. Ale wciąż pracuję nad tą moją obojętnością „w tym pozytywnym znaczeniu” oczywiście. Takiej, za którą idzie ranienie innych, to bardzo nie lubię, ale taką za którą idzie powstrzymywanie się od nadmiernie emocjonalnych reakcji na coś/kogoś obok to bardzo jestem. Matko jak człowiek wkurzony może namieszać. Fakt od miłości do nienawiści jeden krok ale muszę przyznać, że rzadko na szczęście mam taki problem. Raczej, zdecydowanie, najczęściej panuje nad sobą. Jednak myślę, że jeśli wybuchem reaguję, to muszę mieć bardzo poważny powód. Zwykle przed tym, wiele razy próbuję się dogadać ale jak ktoś mnie zrani faktycznie mogę być niemiła. Cóż, nie jestem aniołem. Mam wady, choć zalet też sporo. Na wszystko lubię patrzeć z kilku stron. To jest rozsądne i sprawiedliwe. Pozdrawiam. Dobrej nocy 🙂

    Lubię to

    1. Pełna obojętność jest trudna do osiągnięcia – może nawet nie warto się jej oczyć bo jednak w dłuższej perspektywie nie jest niczym dobrym… Z emocjami bywa bardzo rożnie – sączą się spokojnie lub przeciwnie – wybuchają niczym wulkan… Jedyne co możemy i powinniśmy to (na)uczyć się radzić sobie z emocjami lecz najważniejsze aby ich w sobie nie kumulować bo to prosta droga do frustracji, a w skrajnych przypadkach nawet do depresji… Musimy się nieustannie oczyszczać ze „złych emocji” aby się w nas nie kumulowały… W przeciwieństwie do tych pozytywnych, pięknych i wyjątkowych, które warto w sobie pielęgnować…

      Pozdrawiam.

      Lubię to

  2. Jeśli obojętność to tylko w pozytywnym znaczeniu i sensie jak napisałam. Wiele w naszym życiu zależy od tego jak podchodzimy do tego co nas spotyka. I od tego jak reagujemy na innych. Najważniejsze aby nie mieć w sobie w stosunku do czegoś, kogoś tych skrajnie złych uczuć i intencji. Miłości mówię tak, nienawiści mówię nie. Najszczesliwszy i najzdrowszy jest człowiek, który kocha i jest kochany. Tak, trzeba się ze złych emocji oczyszczać ale nie warto tego robić cudzym kosztem, i wtedy gdy się uzbiera cały wór żalu a na bieżąco w mniej intensywnych emocjach/sytuacjach. Trudno w ogóle radzić innym jak sobie mają radzić z tym czy z tamtym w życiu, człowiek musi zawsze szukać własnych indywidualnych rozwiązań ale na początek, fakt, warto się z kimś ” wygadać” czasem to pomaga .

    Lubię to

    1. W naszym życiu nastawienie okazuje się być kwestią kluczową – to jak podchodzimy do tego wszystkiego co się składa na nasze życie wpływa na to jak „je” odbieramy… oczywiście warto słuchać rad od innych ale bardzo rzadko okazują się one być uniwersalne, a tym samym każdy musi wypracować swoje własne indywidualne sposoby radzenia sobie z pojawiającymi się w życiu problemami… „wygadanie” czasami pomaga ale to pomoc doraźna i długofalowo nie wystarcza… Oczyszczanie się ze złych emocji kosztem innych jest chyba najgorszą rzeczą jaką można praktykować – niestety często spotykaną…

      Lubię to

      1. Bardzo często widzę takie sytuacje czytając blogi w sieci. Domysły ludzi o ludziach, niekiedy są wręcz paranoidalne. Może dlatego zostawiam tylko tam słowo, gdzie widzę, że to ma sens i gdzie się czuję się w miarę ok. Mam nadzieję, że moja obecność i moje słowa, które Ci zostawiam nie sprawiają ci jakiegoś dyskomfortu. Czasem jest trudno to wyczuć po słowach/odpowiedziach, myślę że w sieci o nieporozumienie się wzajemne niechcący nawet można się postarać. Wystarczy czasem byle co aby ciśnienie wzrosło. Czasem myślę, że powinnam w ogóle z pisania w sieci zrezygnować ale piszę swój blog w jakimś celu, który może z początkiem roku się rozstrzygnie. Najbardziej lubię pisać o książkach, wówczas nie czuję przez skórę, że „ktoś mnie szarpie”. Może to dziwnie brzmi ale może wiesz o czym mówię. Dziwny jest wirtualny świat, czasem przerażający. Jednak nie da się ukryć, że w dzisiejszym świecie, niezbędny.

        Lubię to

        1. Ludzie karmią się domysłami, dopowiedzeniami i (nad)interpretacjami – nie tylko w „sieci” ale „tutaj” to chyba częstrze niż w „Realnym Świecie”… Cieszy mnie to, że zostawiasz komentarze i odnosisz się do tego co piszę – z założenia na tym „blogowanie” polegać powinno… Przyznam szczerze, że gdyby nie było odzewu ze strony czytających przestałbym pisać bo jaką miałbym mieć motywację… Oczywiście „Świat Wirtualny” jest bardzo specyficzny lecz mimo swoich wad ma również pewne zalety – warto z ów zalet korzystać…

          Lubię to

          1. Zgadza się, myślę podobnie. Wszystko zależy od tego jakie nami potrzeby kierują by tu pisać i czy potrzeba jest tej rozmowy z innymi na własnym blogu czy nie. Są takie blogi, gdzie jest bardzo mało komentarzy lub wręcz brak. Może to dziwne ale nie oczekuję rozmów na moim blogu. Jak się ktoś odezwie fajnie ale jak nie to też ok. Kiedyś mi zależało na tych rozmowach z innymi w sieci dziś to się zmieniło i ja z tym nic nie robię. Tak mi pasuje nawet. Pozdrawiam 🙂

            Lubię to

            1. Najważniejsze aby człowiekowi pasowało to co i jak robi – prowadzenie bloga musi sprawiać przyjemność, dawać jakąś satysfakcję… no chyba, że staje się biznesem i sposobem zarobkowania ale to chyba nie jest zbyt częste… Pozdrawiam.

              Lubię to

              1. Dokładnie tak też uważam. 🙂 PS. ale jak widać z tobą lubię i chce rozmawiać. Jest takich blogów/osób w sieci kilka z którymi chcę pisać i wymieniać myślami to mi w zupełności wystarcza. Chyba lubię „to tzw mniej a jednak tak naprawdę więcej” Dopiszę ten ważny szczegół/informacje, bo to szczera prawda. Każdy z nas ma swoje tu zadanie „w wirtualnej rzeczywistości”. Bywa tu różnie, jednak z odpowiednim nastawieniem może być bardzo ok.

                Lubię to

                1. Dystans i pozytywne nastawienie w kontakcie z ludźmi to najlepsza strategia – w realnym Świecie ale również i „tutaj”… komunikacja bywa czymś przyjemnym, ciekawym, rozwijającym – warto tak do „niej” podchodzić… różnice są interesujące zwłaszcza gdy ma człowiek do nich odpowiednie podejście… Pozdrawiam.

                  Lubię to

                  1. Jak podejście do podejścia jest takie samo ok to ok 😀 To znaczy, że jak dwie strony w rozmowie, są tego samego dnia, w takim samym stopniu pozytywnie nastawione. Bo bywa różnie sam wiesz 🙂 ja wpadam w szał jedynie jak już ktoś mnie notorycznie atakuje i z premedytacją, mogę być mega niemiła. .. 🙂 a innym/niektórym codziennie po troszku się „ulewa”. Sama nie wiem co lepsze, wychodzi na to, że w nerwach wszyscy reagujemy „różnie”.

                    Lubię to

                    1. Jedno w sobie bardzo lubię zawsze dążę do zgody i porozumienia. Jeśli się z kimś nawet skonfliktuje (a rzadko mi się to zdarza) nie obrażam się na wieczność. Potrafię dać sobie i innym szansę, tyle razy ile trzeba. Także jestem waleczna ale przede wszystkim sprawiedliwa.

                      Lubię to

                    2. W nerwach reagujemy bardzo różnie ale wspólnym mianownikiem jest to, że każdy ucieczki „złych emocji” potrzebuje – w ten czy inny sposób… Prawdą jest to, że nie warto się „zacietrzewiać”, a jeżeli komuś nie jest z kimś innym „po drodze” to znacznie lepiej podążyć inną drogą… 🙂

                      Lubię to

  3. Emocje mogą być naszym przyjacielem, ale i naszym wrogiem. To wszystko zależy od tego, co z nimi zrobimy i na jaki grunt trafią. Czy będzie umiał poradzić sobie z nimi ktoś, kogo nimi napadniemy i czy my poradzimy sobie z cudzymi emocjami, gdy nas one dopadną?
    Nad emocjami raczej powinno się panować, ale bywają sytuacje, że wymykają się one spod kontroli, gdyż trudno przewidzieć własną reakcję na to, co może nas spotkać ze strony innych ludzi, a może spotkać dużo różnych i co najmniej dziwnych rzeczy. Nie warto jednak poddawać się złym emocjom, gdyż niszczą nas, innych i nasz własny system odpornościowy.
    Bez emocji z pewnością nie bylibyśmy tymi samymi ludźmi, jakimi jesteśmy. Emocje są nam potrzebne, a niektórych wręcz trzymają przy życiu.
    Polecam „Wielkie emocje”:
    http://szczerys.blog.pl/wielkie-emocje/

    Lubię to

    1. Oczywiście emocje są w naszym życiu niezwykle ważne lecz mimo iż nadają naszemu życiu niepowtarzalny smak jednocześnie bywa, że stają się znacznym problemem gdy nie potrafimy sobie z nimi (po)radzić… te dobre, piękne i wyjątkowe warto w sobie pielęgnować lecz w przypadku złych, negatywnych, niszczących najlepszą metodą jest stopniowe ich z siebie wyrzucanie…

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s