Czekając na weekend…

Tak naprawdę żyjemy „od weekendu do weekendu”, a (po)między kolejnymi weekendami włączamy tryb (prze)trwania… Oczywiście dotyczy to osób które w czasie weekendu nie pracują lub/i nie uczęszczają do jakiejś szkoły/na kursy/doszkalanie… Poniedziałki dla większości ludzi są najgorsze/najtrudniejsze – tak trudno przełączyć się nam w tryb pracy/nauki po weekendowym odpoczynku i miło spędzanym czasie… Wtorki, środy, czwartki nie są łatwiejsze lecz wypełniający je wir aktywności wszelakiej maści i rodzaju sprawia, że można/trzeba je jakoś przetrwać…

A piątek to już „inna bajka” – to już prawie weekend… „Odbębnić” pracę/zajęcia na studiach/lekcje w szkole i można planować to co i jak będziemy robić „w czasie wolnym”… Czasami „najlepszym planem okazuje się być brak planów” – spontaniczne decyzje i przyjemnie płynący czas, który jak na złość bardzo szybko mija zwiastując nadejście kolejnego poniedziałku – błędne „koło się zamyka”… „ciągle to samo” mimo iż różne bo „nic dwa razy się nie zdarza”… Najprawdopodobniej większość ludzi chciałaby mieć weekend przez cały tydzień – to zrozumiałe… lecz czy aby na pewno pełna laba, luz, brak obowiązków, wyzwań i „tego wszystkiego co musimy” sprawiłby, że nasze życie stałoby się „lepsze” – z pewnością mniej męczące ale może jednocześnie nudniejsze… Czy rozleniwiony człowiek, który nic nie musi robić starałby się robić „cokolwiek”…? Życiorysy ludzi, którzy nagle i niespodziewanie doświadczyli znacznego zastrzyku pieniędzy dobitnie świadczą o tym, że my ludzie nie musząc nic i mając „wszystko” zaczynamy marnować swoje życie „rozmieniając je na drobne” – rozleniwiając się w niewyobrażalnym stopniu… Większość chciałaby się przekonać na własnej skórze podświadomie uznając, że ich taki problem by nie dotyczył – Czy aby na pewno…? Po co robić cokolwiek gdy nic się nie musi, a nawet to co się powinno mogą za człowieka zrobić inni…? Bo przecież „kto bogatemu zabroni”…(?) Może jednak te poniedziałki, wtorki, środy, czwartki i piątki są nam niezbędne abyśmy potrafili docenić soboty i niedziele…(?) Odpoczynek w pełni smakuje tylko gdy jest poprzedzony pracą… Bez punktu odniesienia i porównania nawet relaks staje się jałowy i pozbawiony wyjątkowości… Paradoksalnie życie pozbawione obowiązków mogłoby się okazać większą udręką niż to „normalne”, które większość z nas prowadzi… Oczywiście w teorii szkoda czasu na to wszystko co nam radości nie daje lecz musi być jakiś cel, sens przewodni i szkielet życia aby cała struktura się nie rozsypała… No i mamy upragniony piątek czyli już prawie weekend – korzystajmy z niego i cieszmy się dobrodziejstwem tych wolnych dni bo zdecydowanie na niego zapracowaliśmy, a tym bardziej zasłużyliśmy… Od poniedziałku do piątku tkwimy w czyśćcu, a  na sobotę i niedzielę wpuszczają nas do nieba…

Reklamy

6 uwag do wpisu “Czekając na weekend…”

  1. To prawda. Ja w czasie studiów pracowałam w weekendy. Miałam dużo obowiązków, ale byłam zadowolona z siebie po całym dniu. Teraz mam przerwę pomiędzy I a II stopniem, pracuję i naprawdę odczuwam jak czas przelatuje mi przez palce. Pustka straszna…

    Polubienie

    1. To dziwna prawda o „czasie” – im człowiek ma więcej „na głowie” tym paradoksalnie ma „więcej czasu” planując i wykorzystując czas najlepiej jak potrafi… Czas w pełni nie przelatuje przez palce – coś zawsze po nim (po)zostaje… Poczucie pustki również można wypełnić lub przynajmniej zaguszyć różnego rodzaju aktywnościami…

      Polubienie

  2. Tak zwane dni robocze, czyli te od poniedziałku do piątku, wcale nie muszą być smutną, szarą, okropną codziennością. To kwestia tego, co i jak robimy, gdzie i z kim oraz nastawienia do tego, co dość zwykłe, powszednie i co zwykle jest koniecznością. Chyba przywykliśmy do rozgraniczania konieczności od przyjemności, a przecież jedno nie kłóci się lub nie musi się kłócić z drugim. W końcu dążenie do przyjemności może też stać się koniecznością. Można robić to, co się lubi i cieszyć się życiem lub robić to, czego się nie lubi i być smutnym, narzekającym i pełnym pretensji do wszystkiego i wszystkich. Można też choćby spróbować polubić to, co i tak jest konieczne do wykonania, lub choćby przestać niepotrzebnie negatywnie się do tego nastrajać. Poniedziałek wcale nie musi być najgorszym dniem tygodnia z powodu konieczności powrotu do pracy i obowiązków, ale może się takim stać z wielu innych powodów. Można zacząć narzekać np. na konieczność chodzenia do toalety. Niczego to nie zmieni, ale chociaż jest o czym pogadać, pomarudzić.
    Można robić to, co konieczne z uśmiechem na ustach, bez zbędnego napinania się. W końcu weekend też niekoniecznie musi od razu oznaczać wolność, swobodę i lenistwo. Są i domowe obowiązki, konieczności, od których nie da się uciec, choć bywa, że dają się odwlec. Zawsze coś musimy, dlatego dobrze jest nauczyć się z tego cieszyć lub znajdować w tym radość, a nie zwalczać niczym zło, gdyż wcale lub niekoniecznie nim jest.

    Polubienie

    1. To prawda – nastawienie okazuje się być tym co najistotniejsze… Wszystko zależy od tego jak podchodzimy do tego co musimy, powinniśmy, tego co nas spotyka lub też spotkało… Im pozytywniejsze nastawienie do pracy tym staje się ona mniej męcząca… Nie na wszystko mamy ochotę lecz gdy nastawimy się pozytywnie to z pewnością sprawia nam to o wiele mniej problemów… Uśmiech ma bardzo wielką moc sprawczą – warto nad nim nieustannie pracować…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s