Masz kilka miesięcy życia przed sobą…

Dowiadujesz się, że masz kilka miesięcy życia przed sobą… I co dalej…? Jeżeli jest jeszcze szansa – chociażby jej cień to walczyć – to znaczy powinieneś… Jeżeli szansy już nie ma to… no właśnie – Co…? Żyjesz „normalnie” – tak jak do tej pory…? A może jednak radykalnie zmieniasz swoje życie…?

To czysto teoretyczne rozważania lecz poparte przykładamy sytuacji mniej lub bardziej bliskich osób… Ludzie umierali, umierają i będą umierać – to „normalna kolej rzeczy”… lecz „scenariusze odchodzenia” bywają bardzo różne… Jest wielu ludzi, którzy uzyskują odpowiedź na pytanie – Kiedy…? Uzyskana odpowiedź zdecydowanie ich nie satysfakcjonuje – zazwyczaj wyznacza krótki okres czasu, który im pozostał lecz nie mają innego wyjścia tylko muszą z tą wiedzą „jakoś” żyć…

Bohaterom oglądanych przeze mnie ostatnio filmów: „Moje córki krowy” i „Żyć nie umierać” przychodzi (z)mierzyć się z informacjami o ciężkiej chorobie, a tym samym znacznie ograniczonym czasie życie, który im jeszcze pozostał… Oczywiście dramat jednej osoby pociąga za sobą kolejne – większe lub mniejsze dramaty dotykające najbliższych… Lecz w swoich rozważaniach skupić się chciałem na tej konkretnej osobie, która otrzymuje „hiobową wieść” dotyczącą swojego zdrowia i długości własnego życia…

Postarać się podejść do tego konstruktywnie i najlepiej jak to tylko możliwe wykorzystać czas, który pozostał…? A może przeciwnie -Poddać się…? Spróbować naprawić relacje z osobami, które z jakiegoś powodu się od nas oddaliły…? A może nie tracić na to czasu i nie zaprzątać sobie tym głowy…? Żyć „normalnie” czy może jednak „nienormalnie”…? Zaczynać dzień tak jak do tej pory filiżanką kawy, a może lepiej wybrać piwo, wino, szampana lub też „coś mocniejszego”…? „Gorzej już nie będzie” więc zasada unikania alkoholu przed 12 nie powinna już nas obowiązywać… Zdrowa dieta, ruch fizyczny, „pozytywne myślenie” i wiara w to, że cuda się zdarzają…? Chyba, że to jednak zbagatelizować i ulec hedonizmowi nie przejmując się jego konsekwencjami… Sięgać po wszelkiego rodzaju „używki” – może być ciekawie, a uzależnić i tak się człowiek nie zdąży…? Robić tylko to na co człowiek ma ochotę nie myśląc przy tym o „jutrze”…

Teoretycznie to jak będziemy przez innych zapamiętani ma znaczenie lecz praktycznie nie powinno nas to specjalnie obchodzić gdy już nas nie będzie… To czego zdołamy jeszcze doświadczyć to nasze, a reszta zostanie i co nam z tego… O zmarłych i tak nie powinno się mówić źle niezależnie od tego jacy byli za życia…

To niezwykle trudny temat, a ja go jedynie liznąłem spłycając przy tym wiele kwestii… Zapewne w takich sytuacjach najważniejsze okazuje się zadanie samemu sobie kilku pytań sprowadzających się do nakreślenia strategii postępowania… Pogodzenie się z losem…? A może jednak (z)buntować…?

Obyśmy my jak i nasi najbliżsi nigdy nie musieli zastanawiać się nad tym „co dalej” i „jak teraz żyć”…

Reklamy

8 uwag do wpisu “Masz kilka miesięcy życia przed sobą…”

  1. Bardzo głęboki w treści i przesłaniu wpis…, aż normalnie zatkao-kakao, że tak powiem i zażartuję z lekka… 🙂 co tu napisać? nie byłam na tym filmie, muszę koniecznie obejrzeć, wiem że wzrusza do łez, ze śmiechu i z rozpaczy też. Myślę, że najważniejszym kluczem do wszystkiego w życiu jest miłość ale nie ta cielesna ale ta czysta, międzyludzka, ta, co można nazwać przyjaźnią, to oczywiście nie wyklucza cielesności ale… coś w tym jest, że ludzie do budowania związku nie idą przez przyjaźń ale przez pierwsze wrażenie i chemię ciał. Podobnie jest z tym o czym napisałeś, człowiek zaprzyjaźniony z sobą, czyli taki co przez lata nauczył się rozumieć sam siebie, szybko „coś wymyśli” w swojej sprawie pt. jak żyć „po takim wyroku”, człowiek nie zaprzyjaźniony „z sobą” będzie musiał w ekspresowym temie „to nadrobić’ myślę, że każda z opcji ma szansę na sukces, na tzw.”szczęście w nieszczęściu”. Jeśli człowiek trzyma się dobrej woli i ciepła sera, zawsze sobie poradzi a jak nawet będzie mu momentami ciężej to inni za w/w będę pomagać. Każdy lubi ludzi serdecznych i takich przy których można być sobą, bez skrępowania. Może to banalne, ale… po prostu warto być dobrym. Zwyczajnie i niezwyczajnie dobrym 🙂 Miłego dnia i… weekendu 🙂

    Polubienie

    1. Miłość rzeczywiście potrafi pokonać wiele pojawiających się w życiu przeciwności lecz za jej sprawą tym boleśniejsze okazuje się odchodzenie ludzi z naszego życia – w życiu zawsze jest „coś” za „coś” lecz mimo to i tak warto kochać i być kochanym… Dobrym człowiekiem powinno się być zawsze – niezależnie od okoliczności i sytuacji, w której się w życiu znajdujemy ale… nie zawsze jest to tak proste jak mogłoby nam się wydawać zwłaszcza w świetle „takich” sytuacji gdy dochodzi do głosu „krzyk buntu” i poczucie niesprawiedliwości… Staramy się być dobrzy dla innych bo to wraca i to często ze zdwojoną mocą…
      Dziękuję, również miłego weekendu życzę 🙂

      Polubienie

  2. O „Moich Córkach Krowach” pisałam tutaj:
    http://wp.me/s59KuC-215 podrzucam link ad vocem (by się nie powtarzać).
    Srodze się zawiodłam.
    Możemy sobie gdybać, snuć opowieści „co by było gdyby” (to z jednej strony dobrze,że człowiek się zastanawia),z drugiej, piszemy i tak własne scenariusze.
    Popełniłam też wpis o książkach dot. śmierci i umierania/ a w zasadzie życia.

    Polubienie

    1. Każdy odbiera sztuke indywidualnie, a filmy jakby nie było do grona działań z pogranicza sztuki można zaliczyć… Dla mnie osobiście film był całkiem niezły – smutek przeplatał się z chwilową radością – jak to w samym życiu bywa… Oczywiście każdy pisze swój własny scenariusz życia reagując niekiedy odmiennie na analogiczne sytuacje… Czasami sobie gdybamy ulegając pojawiającym się myślą… Według pewnych filozofi życie samo w sobie jest powolnym umieraniem…

      Polubienie

      1. Dla mnie film był sterotypowy, ale momenty były, film z potencjałem, zmarnowanym. Tak jak pisałam, nie będę się powtarzać. Nie, sztukę także obieramy poprzez kontekst kulturowy, w większej mierze niż o tym się mówi, co nie wyklucza przepuszczania przez własne „szkiełko i oko”.

        Polubienie

        1. „Momenty” to zawsze „coś”… „W każdym filmie, nawet najgorszym, można znaleźć choćby jedną scenę, jeden strzęp dialogu lub ujęcie, które ma w sobie oryginalną wartość, i dla niego warto obejrzeć całą, niedobrą resztę” (Zygmunt Kałużyński). Oczywiście kontekst kulturowy również odgrywa rolę swoistego rodzaju filtra…

          Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s