Bierność, stagnacja i wegetacja…

Bywać możemy i czasami rzeczywiście jesteśmy (nad)aktywni ale również i zatwardziała bierność może nas skutecznie usidlić…

„Stoimy w miejscu” otoczeni dobrze nam znaną przestrzenią, której poszczególne elementy nie zaskakują nas wcale, a mechanizmy „nią” rządzące są dla nas niezwykle łatwe do przewidzenia – wręcz oczywiste…

Brak wyzwań – brak rozwoju…(?)

Wygoda – stagnacja…(?)

Stagnacja w skrajnych przypadkach to wegetacja…

A może wszystko zależy od „etapu życia” i co w tym przypadku może się okazywać istotne – wieku…?

Chłonny umysł dziecka, mózg nastolatka wciąż niezwykle ciekawy Świata lecz wiedzący o nim już coraz więcej, etap dwudziestu kilku lat motywowany chęcią eksperymentowania, doświadczania, próbowaniem „pokonywania samego siebie”…

A później… trzymani coraz bardziej w ryzach, stający się trybikami globalnej machiny, bazujący na narzuconym przez innych „toku myślenia” – przepisach, procedurach, algorytmach, zakazach, nakazach… nie ma czasu, siły, a i sposób myślenia również zaczyna się zmieniać…

No i co dalej…?

Dalej (pod tym względem) coraz gorzej… coraz mniej nam się chce – kto by się czegokolwiek uczył jeżeli nikt mu nie każe, życie tego od niego nie wymaga, jeżeli naprawdę nie musi…

Jeszcze gdyby panoramiczna krzyżówka zjawiła się – mógłbym ją rozwiązać, a później to opisać…

Z natury jesteśmy leniwi i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości…

Kolejną prawdą jest to, że z wiekiem nasz umysł z „chłonnej gąbki” staje się dajmy na to deską do krojenia – owszem pokroisz na niej wszystko co trzeba ale… niewiele, a prawdę mówiąc nic na „niej” po tym nie pozostaje gdy intensywny strumień wody przepłynie po jej powierzchni…

Coś usłyszymy, coś obejrzymy, coś przeczytamy i na tej podstawie budujemy sobie opinie, a nawet chętnie sprzedawane innym teorie…

Nic – no dobrze może nie nic ale… z pewnością niewiele nam się chce ponad to wszystko co musimy…

Rozleniwia nas „wygoda życia” – niezależnie od „statusu społecznego” w obecnych czasach żyjemy wygodnie – dość wygodnie, zazwyczaj wygodnie, a z pewnością wygodniej niż żyło się sto, dwieście, a tym bardziej trzysta lat temu…

„Dobrobyt rozleniwia” i w chroniczną bierność ludzi wprawia… ludzie z tak zwanych „dobrych domów” zazwyczaj osiągają niewiele… brak motywacji i satysfakcja płynąca z trudnego procesu „przedzierania się” i pokonywania przeszkód sprawia, że tacy ludzie nie są „zahartowani w bojach z życiem”… wszystko „podane na talerzu” – bez cienia zastanowienia – wręcz oczywiste…

„Do dobrego bardzo łatwo się przyzwyczajamy” – nie doceniamy tego co mamy, bo to dla nas nad wyraz oczywiste…

Brak celów, wyzwań, ambicji – tak jak jest, jest dobrze… po co mi coś więcej… to kolejna sytuacja gdy stagnacja może zagościć w naszym życiu… „zadowolenie trwającym właśnie stanem”, a co jeszcze gorsze samozadowolenie i przerośnięte poczucie własnej wartości – często bezpodstawne…

Zadowolić można się wszystkim – do każdego życia przyzwyczaić się można… możemy niczego nie oczekiwać, na nic nie liczyć, niczego nie chcieć… możemy wegetować na najniższym poziomie – bo nam w życiu „coś” nie wyszło lub też nic nam się nie chciało…

„Życie to (niezwykle trudna) sztuka wyboru”…

Nigdy nie będziesz miał pewności tego, że wybierasz właściwie – może Ci się jedynie (zaledwie) wydawać…

Bazujesz na intuicji? masz do tego prawo ale… licz się z „jej” omylnością…

Milioner wracający do niezwykle luksusowego lecz pustego domu czy też może ktoś biedny lecz otoczony gromadką kochających go ludzi dla których jest całym Światem… różnie się w życiu układa – bardzo różnie… i nie na wszystko co się w życiu dzieje mamy realny wpływ…

Czy to dobrze…?

Czy to źle…?

Trudno wyrokować… tak po prostu już jest…

Nie wszystko idzie po naszej myśli… nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli… niezależnie od tego wszystkiego powinniśmy być możliwie jak najbardziej szczęśliwi… do szczęścia może prowadzić bardzo wiele dróg – wiele jest algorytmów działania w efekcie wyrzucających wynik – SZCZĘŚCIE…

Jak długo i jak szczęśliwie żyć będziemy…?

Zapisane jest to w kartach, a może w migoczących na nieboskłonie gwiazdach lub to „tylko” przeznaczenia…(?)

Wciąż niepewni i wątpliwościami nakręceni poszukujemy „prawdy o życiu” – poszukując jego sensu, znaczenia… starając się stworzyć dla własnych potrzeb jakąś „myśl przewodnią”…

Nieważne to co było, nie ważne to co będzie – liczy się tylko to co „tu i teraz”…

Bierność przekujmy w aktywność, ze stagnacją również coś zróbmy, a wegetacja – niech dotyczy tylko flory – zdecydowanie nie powinna występować w naszym słowniku…

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Bierność, stagnacja i wegetacja…”

  1. Masz sporo racji, choć zwykle jest tak, że ludzie aktywni w młodości (i dzieciństwie) zachowują pewną aktywność na stare lata. Ale pewnie zbyt małą… Obserwuję to wśród moich rówieśniczek, które moją aktywność nazywają „starczym ADHD” i mają do mnie pretensję, że „nie umiem się starzeć z godnością”… 😀

    Polubienie

    1. To prawda, że osoby aktywne często takim pozostają na kolejnych etapach życia ale… zapewne i w tym przypadku pojawiają się wyjątki… „Starzenie się z godnością” jest kwestią niezwykle umowną i zdecydowanie subiektywną… im dłużej człowiek ma potrzeby, oczekiwania i marzenia względem życia tym lepiej – tym dłużej pozostaje „młody duchem”, a chyba właśnie to jest najważniejsze… 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s