Ten związek był stratą czasu…

Czasami, a może nawet bardzo często ludzie gdy kończy się ich związek „rzucają na odchodne” – „straciłem z Tobą tyle lat”…

„Nie wszystkie związki są idealne”… ba, wręcz uznać by należało, że „związków idealnych nie ma” – no oczywiście poza Twoim ale… do czasu… my sami idealni nie jesteśmy i nigdy nie będziemy, a występujące pomiędzy nami różnice potrafią jeszcze uwypuklać posiadane wady…

Czy związki, które są za nami były stratą czasu…?

Gdy pokusimy się o takie stwierdzenie zdecydowanie powinniśmy „zastanowić się nad samym sobą”… nikt nikogo do „danego związku” nie zmusza… to tylko i wyłącznie nasza decyzja, że jesteśmy „z tą konkretną osobą”… zasłanianie się dziećmi, wspólnym majątkiem, spłacanym razem kredytem jest marną i pozbawioną sensu wymówką…

Zawsze jest jakieś rozwiązanie i „wyjście awaryjne”…

Nie świadczy o ludziach dobrze gdy w chwili rozstania wyrzucają na byłego partnera wielkie żale i wykrzykują, że to był ich największy błąd w życiu i „strata czasu”…

Jeżeli marnowałeś czas i nie byłeś w tym związku szczęśliwi to źle świadczy o Tobie…

Życie jest tylko jedno i nikt nie (z)wróci Ci czasu, który minął…

Popieram rozstania i rozwody – nie uważamy, że są błędem i porażką, a wręcz przeciwnie… to zdecydowanie rozsądniejsze niż trwanie w „dysfunkcyjnym związku” gdzie któraś ze stron się męczy i nie jest szczęśliwa…

Lepiej się „kulturalnie rozstać” i poszukać szczęścia gdzieś indziej – możliwe, że u boku innej osoby lub pobyć samemu ze sobą czas jakiś…

Nasze drogi czasami się rozmijają…

Potrzeby i pragnienia również z biegiem czasu mogą się zmieniać i wyraźnie różnić…

My sami się zmieniamy – kiedyś szczęśliwi razem, a „dzisiaj”… no cóż bywa, że szczęście gdzieś wywietrzało…

Pojawia się jeszcze kwestia przyzwyczajenia i obawa przed samotnością – jeżeli Ci to wystarcza to masz do tego prawo – to Twoja decyzja, to Twoje życie…

W każdym związku uczymy się nie tylko partnera ale co chyba istotniejsze poznajemy samych siebie – (samo)świadomość to wartość jedna z największych…

Niezależnie od tego co robimy, z kim jesteśmy, jak żyjemy – czasu nie tracimy tylko wykorzystujemy tak jak potrafimy, możemy i chcemy…

Nasze całe życie jest „formą tracenia czasu” – produktywnie, bezproduktywnie, ciekawie, nudno, przyjemnie, nieprzyjemnie… czas płynie i płynąc będzie niezależnie od tego jak wiele radości, przyjemności i szczęścia w nas generuje…

Reklamy

6 uwag do wpisu “Ten związek był stratą czasu…”

  1. ” Zmiany” nie są zapewne takie jak buty czy rękawiczki… jeśli tak , to w związku nie ma niczego z wyjątkiem „konsumpcji upolowanej zwierzyny”. Nasycisz się i zaczynasz narzekać… kiedy wracasz do rzeczywistości i otwierasz szeroko oczy jesteś zdziwiony.. jak to możliwe, że Ty taki inteligentny itp… widzisz kogo bierzesz , ale nie do końca wiesz … Żadna chwila w obecności drugiego człowieka nie jest stracona. Każdy z nas uczy i/ lub uczy się od drugiego człowieka, więc czas spędzony razem nie można nazwać czasem straconym. Odwołam się do innego przykładu, czy snycerz bierz do ręki pierwszy lepszy materiał… i nie każda chce być ukochaną Pigmaliona… a jeśli już przyjdzie nam się rozstać to bez zadawania kolejnych „ran”- te bolą długo, a nawet dłużej … nie tylko ranionych , ale i zadających rany( z czasem… kiedy popatrzysz w lustro nie uwierzysz, że mogłeś okazać się taki jak….wtedy zaboli ) … zanim zaczniesz oceniać… „spróbuj wejść w cudze buty”. Wzajemnego zrozumienia, dobrych myśli i dni .

    Polubienie

    1. Oczywiście zmiana zmianie nie równa, a nawet zmiany podjęte po wydawałoby się długiej i dogłębnej analizie pozostawiają po sobie kiełkujące wątpliwości… Ludzie potrafią nas zaskakiwać i to bardzo lecz my również samych siebie, a dystans czasu i widok osoby odbijającej się w tafli lustra potrafi dawać do myślenia… świadomość niecofającej się natury czasu powinna wpływać na dojrzałość podejmowanych przez nas decyzji… Niezależnie od charakteru danej relacji i tego co się działo, dzieje i dziać będzie ludzie odgrywają najważniejszą rolę w naszym życiu… nie raniąc innych możemy liczyć na to, że i sami (z)ranieni nie będziemy… To prawda zadając innym ból wcześniej czy później sami cierpieć możemy… Wzajemne zrozumienie to podstawa – warto się tym w relacjach z ludźmi kierować.. Aby dobrych myśli było w naszym życiu możliwie jak najwięcej…

      Pozdrawiam serdecznie miłych dni również życząc…

      Polubienie

  2. I tu pojawia się pytanie o wiarę. Bo jeśli nie mieszamy w małżeństwie „siły wyższej” – to masz rację. Czasami lepszym rozwiązaniem jest rozwód. Ale jeśli patrzylibyśmy przez pryzmat wiary – skoro ślubuję komuś (świadomie) życie na dobre i na złe – to muszę chcieć te relacje, które się „spie***rzyły” – naprawić. (Tu chodzi właśnie o tą zasadę, że świadomie wybieram żonę.)

    Rusza mnie Twój tekst pod względem tej duchowości, o której nie wspominasz. Nie żebym była jakąś świętą. Ale mnie zawsze marzyły się związki długotrwałe. Nigdy nie szukałam czegoś na chwilę. Nigdy nie traktowałam drugiego człowieka jako takiej alternatywy – jak coś mi nie wyjdzie. I rozwód jest dla mnie porażką. Jest dla mnie dowodem na to, że małżeństwo było dla tych ludzi – niczym.

    Dokładnie za tydzień w sobotę mam ślub kościelny – i podchodzę do tego właśnie z taką nadzieją, że to nie tylko obrączka i nie tylko wspólne podjęcie decyzji o zamieszkaniu razem. Że to coś więcej. Że to ma trochę „inny wymiar”. (Ale ja piszę wiersze. Ja mogę się mylić.)

    Natomiast sam związek – wiadomo – jeśli żyje się z kimś parę lat i w końcu dochodzi się do wniosku, że to jednak… nie to, to faktycznie z tym kimś jest coś nie halo. Bo to się po prostu wie. Takie trzymanie się jednego steru- dla bezpieczeństwa jest jawnym objawem egoizmu.

    Pomijając związki toksyczne i toksycznych ludzi. Bo o tym można pisać książki.

    Mogłam odbiec od tematu, przepraszam.
    Pozdrawiam,
    Kaśka

    Polubienie

    1. Teoretycznie wszyscy zawierający sakrament małżeństwa wiedzą na czym „on” polega i świadomie sie na „niego” decydują przysięgając sobie przed Bogiem lub (czasami zaledwie urzędnikiem) trwanie w nim niezależnie od mogących sie pojawić problemów, a mimo to… związki się rozpadają, a małżeństwa kończą rozwodami… „takie jest życie” lub też „to my tacy jesteśmy”…

      Oczywiście spoglądając na kwestię związku przez pryzmat ideałów na bazie, których powinien być dany związek budowany to zgadzam się z Tobą, że rozwód jest porażką lecz spoglądają na to z innej strony – Czy warto się męczyć gdy związek okazuje się dysfunkcyjny, a miłość już dawno uleciała…? Nie mi to oceniać – ja się tylko nad tym „głośno zastanawiam”…

      Ślub powinien być czymś więcej niż tylko legalizacją związku i zamieszkaniem razem ale… niestety różnie z tym bywa… każdy związek jest inny – podobnie jak różni są ludzie tworzący dany związek…

      Jak sama zauważyłaś to tematy bardzo szeroki i skomplikowane – można by było o nich wiele (na)pisać…

      Serdecznie pozdrawiam 🙂

      Ps. Tak na marginesie życzę Tobie i Twojemu przyszłemu Mężowi wspaniałego małżeństwa i możliwie wiele radości i szczęścia, które będzie Wam dane ze sobą dzielić… 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s