„Ostatnia rodzina”

„Beksińscy. Portret podwójny” – wiadomo, że film to nie książka i najczęściej książka jest „lepsza” – najczęściej…

Wszystko to co zapisane w książce nie może się znaleźć w filmie… trzeba coś wybrać, coś dodać, coś wyjaskrawić, coś pozmieniać…

„Film to film”, a „książka to książka”…

Zarzuty jakie pojawiają się względem filmu dotyczą pominięcia niektórych aspektów „życia rodzinnego” ale również, a może zwłaszcza głównego – głównych bohaterów – w sumie wszyscy byli głównymi bohaterami tylko jeden bardziej, a drugi mniej – no i jeszcze Zofia, która mimo iż bywa pomijana jeżeli chodzi o „osiągnięcia życia” to jednak była „osobą najważniejszą” w życiu Zdzisława i Tomka – spajała całą Rodzinę i opiekowała się „Dużymi dziećmi” jakimi niewątpliwie byli – Zdzisław i Tomek…

Film biograficzny…?

Z założenia taki miał być i chyba jest…

Komedia…?

W pewnych momentach, a i owszem było śmiesznie…

Dramat…?

Zdecydowanie…

Czyli reasumując „charakter filmu” – można go podsumować – „film o życiu” bo czym innym jak nie biografią, komedią i dramatem jest życie każdej Rodziny – nie tylko tej przedstawionej w filmie…

„Ostatnia rodzina”, a może jednak „Pierwsza rodzina”…

„Zwyczajna rodzina” tylko jej członkowie trochę mniej zwyczajni niż ma to miejsce w przypadku innych Rodzin…

Ekscentryczność Zdzisława i Tomka – dziwactwa, natręctwa, alienacja, swoiste niedopasowanie, pojawiająca się cyklicznie depresyjność, a może i nawet chroniczna depresja…

Tacy byli ale…

Czy My tak naprawdę się od nich znacząco różnimy…?

Chyba jednak nie… nie tak bardzo jak mogłoby nam się wydawać…

Pomijając kwestię niezwykłego talentu i pasję tworzenia przedstawiono „zwyczajną codzienność” z wielością banalnych czynności – prozę życia takiego jaki My sami prowadzimy…

Ich życie nie odbiegało jakoś znacząco od życia wielu innych Rodzin…

Przygnębiające smutne blokowisko, szara rzeczywistość „czasów słusznie minionych”…

Ucieczka od „szarzyzny życia” w Świat tworzony przez Zdzisława wzbogacony muzyką, którą była dla niego bardzo ważna…

A Tomek – muzyczna pasja jeszcze większa niż Ojca no i „Świat filmów” dzięki, którym przynajmniej na chwil kilka uciekał od marności i małości ziemskiej egzystencji…

Liczne próby samobójcze zdecydowanie dają do myślenia, że był to człowiek niedopasowany, nieszczęśliwy – szczęśliwy zapewne bywał, ale tylko bywał…

No dobrze, a czy My wiecznie szczęśliwi jesteśmy…?

Przecież również tylko bywamy…

Ale jednak zabić się nie próbujemy…?

No i co z tego…?

A plaga depresji, „wypalenie zawodowe”, sięganie po wszelakiego rodzaju używki, w przypływie emocji niszczenie czegoś co budowaliśmy długimi latami, zdrady i zadawanie ran innym…

Czyściutcy i nieskazitelnie idealni zdecydowanie nie jesteśmy…

„Ostatnia rodzina” to Rodzina jak każda inna…

Nie lepsza, nie gorsza, po prostu Rodzina…

Różnica jaka istnieje pomiędzy „nimi”, a nami to tylko zapis w historii jaki ich życie pozostawiło…

Takich jak „Oni” są miliony lecz to nie miliony, a właśnie Oni fascynują i zapewne fascynować będą kolejne pokolenia…

Zazdrościć im…?

Chyba nie ma czego… no może troszeczkę, odrobinę tego ich śladu, który po sobie (po)zostawili… ale…

Czy postawilibyśmy na szali szczęście i radość życia, której doświadczamy w zamian za kilka linijek wpisu w Encyklopedii…(?)

Zapewne bywali szczęśliwi ale… życiowo szczęśliwszych od nich spotkamy bardzo wielu – chyba może nawet większość…

Finał i tak zawsze będzie taki sam – grobowiec Beksińskich czy Iksińskich – nie ma to większego znaczenia…

Nie żeby się od razu dołować…

Od narodzin aż do śmierci mamy „trochę czasu” i wypadałoby ów czas jakąś treścią wypełnić – oby ów proces wypełniania, zapełniania, czasu wykorzystywania dawał nam możliwie wiele satysfakcji, radości i szczęścia…

Co innego możemy jak nie wyżyć życie wyciskając do granic możliwości jak przysłowiową cytrynę…

A czy natręctwo Zdzisława w archiwizowaniu i codziennego życia filmowaniu ewentualnie nagrywaniu miało sens…?

Dla nas miało ale… Czy dla niego…? Dla nich…?

Mając na uwadze to, że żyjemy „tu i teraz” i nigdy nie wiadomo kiedy nasza egzystencja dobiegnie końca pojawia się pytanie…

Czy kiedykolwiek będziemy mieli czas i co ma się rozumieć ochotę aby wracać i dokonywać wnikliwej analizy „tego co już było”…?

Hmm…

Teoretycznie prowadząc blog-a robimy „coś” analogicznego – pozostawiamy po „czasie minionym” ślad – dla siebie, dla innych…

Poprzedniego bloga skasowali mi po niemal 8 latach… było mi „go” szkoda mając na uwadze „pracę”, którą w jego prowadzenie włożyłem ale…

Czy kiedykolwiek bym czytał wpisy sprzed lat…?

Nie ma go, to nie ma… prawdziwe życie jest „tu i teraz”, a nie „gdzieś tam”, „lata temu”…

No i co z „tą” „Ostatnią rodziną…?

Film jak na mój gust dobry, a nawet bardzo dobry… zdecydowanie polecam zwłaszcza tym, którzy o Beksińskich „coś” wiedzą i się nimi interesowali/interesują…

Słodko – gorzki obraz życia (nie)zwyczajnej Rodziny…

Reklamy

5 uwag do wpisu “„Ostatnia rodzina””

  1. Skąd ten tytuł ? Ani pierwsza ,ani ostatnia z podobną historią… ( R Polański).

    Niezwykle silne osobowości, ojciec i syn. Ojciec, który z wiadomych dla niego powodów…. Tomasza, traktował jak dorosłego zarażając swoim pociągiem do tego co makabryczne…
    z czasem już obaj fascynowali się mroczną, tajemniczą stroną ludzkiej osobowości.

    Może to był „początek końca” życia Tomasza ?!

    Nazwisko Beksiński , kojarzy mi się z obrazami, które „ wchodzą” w moją podświadomość
    i trudno mi je usunąć . „Paraliżują”, napawają lęk, strachem … do bólu.

    Nie mnie oceniać Wielkość Artysty !

    „ Mroki podświadomości, ”bardzo, bardzo trafny wybór nazwy wystawy, a skoro w nas „tyle złego , co dobrego” … boję się obudzić bestię, i boje się iść do kina choć bardzo jestem ciekawa w jakim świetle pokazano Tomasza ( charyzmatyczny, wrażliwiec…, i ten Jego tembr głosu, jak… „ balsam „ Mogłam się „zasłuchać”.. i zapomnieć o otaczającej rzeczywistości ).
    Co działo się w Jego „duszy”, ile miejsca „zajmowała” miłość , nadzieja, akceptacja … et cetera ?

    „Kiedy ciało słabnie, silniej czuje się duszę” .

    Ludzkiej życzliwości, i tylko pięknych dni…” których jeszcze nie znamy”. Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Ostatnia bo pierwsza, a pierwsza bo ostatnia… A tak w gruncie rzeczy to trudno jednoznacznie stwierdzić jaka była geneza powstania tytułu…

      Przyczyn zapędów Tomka do tego co ostatecznie mu się udało było zapewne bardzo wiele – wpływ Rodziny, a zwłaszcza Ojca, charakter, (nad)wrażliwość, sposób odbierania otaczającej go rzeczywistości, a może, a raczej na pewno „coś” jeszcze…

      Prowadzili zwyczajne życie mimo iż sami nie byli zwyczajni…

      Pojawia się pewna obawa, a nawet lęk przed oglądaniem tego filmu, a z drugiej strony rozbudzona ciekawość… oczywiście to „tylko” film ale… jednak przemyca pewne prawdy dotyczące tej konkretnej Rodziny ale również i nas samych…

      Zapamiętałem reakcje dwóch kobiet wychodzących z sali kinowej…

      Po policzkach jednej z nich spływały łzy…

      A inna powiedziała: „łzy to za mało”…

      Pozdrawiam.

      Polubienie

  2. Byłem. Obejrzałem i uważam, że to jedna wielka tragedia, katastrofa. Aż przykro oglądać. Wolałbym nie widzieć i nie wiedzieć. Tomka miałem w pamięci z radia i strasznie mi było szkoda, gdy zniknął, ale teraz wcale nie przyszło zrozumienie. On nie był taki fajny, jakim się wydawał z radia. On wcale dobrze nie trktował ludzi. On był cholernie skupiony na sobie. Miał to wypielęgnowane do granic możliwości. Perfekcyjny w pracy i wszystkim, co robi, w niszczeniu też. Jak go wychowano, że w ogóle nie umiał zbudować relacji z innymi ludźmi? Jak go wychowano, skoro tak źle traktował sobie najbliższych? Niewrażliwy nadwrażliwiec skupiony wyłącznie na sobie? Czy liczył się z kimkolwiek? Czy się w ogóle nad tym zastanawiał? Czy kiedykolwiek kogokolwiek za coś przepraszał?
    Mimo wszystko chcę wierzyć, że ten film nie jest obrazem przeciętnej polskiej rodziny, bo jeśli tak jest, to mamy pełen obraz rozpadu, katastrofy, nędzy i rozpaczy. Brak bliskości i przerażająca nuda, bolesna codzienność i umieranie jako motyw przewodni. Tu ciągle czekamy na czyjąś śmierć, która musi i się wydarzy. W sumie wszystko do tego się sprowadza, rzecz jednak w tym, by to umieć pokazać. Ten film przytłacza, dlatego bez żadnej straty, można sobie odpuścić jego oglądanie.

    Polubienie

    1. Można mieć nadzieję, że nie wszystkie Rodziny wyglądają tak jak ta przedstawiona w filmie ale… nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele jest dysfunkcyjnych związków i wadliwie działających Rodzin, a to jak wyglądają na zewnątrz bywa jedynie zafałszowanym obrazem…

      Ta konkretna Rodzina nie była „zwyczajna” bo i jej członkowie odbiegali od zwyczajności – w pozytywnym i negatywnym tego słowa znaczeniu…

      Większość ludzi określanych mianem artystów bywa bardzo trudnymi osobami w życiu Rodzinnym… Egocentryzm, egoizm i stawianie siebie w centrum Świata, a często również „kompleks Boga”…

      Tomek był wielkim egoistą skupionym na sobie, a rzutowało to również na brak umiejętności budowania relacji z innymi ludźmi… jeżeli „coś” nie było po jego myśli wpadał w furię… nie szanował Rodziców (po)mimo tego wszystkiego co dla niego robili…

      Nikomu nie życzyłbym takiego dziecka, partnera, przyjaciela…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s