Liczymy na („coś”) więcej…

Można mieć (teoretycznie) wszystko „co do szczęścia jest nam potrzebne”, a mimo to… „czegoś” (wciąż) nam brakuje i w efekcie „pełni szczęścia” nie doświadczamy…

A może „w pełni szczęśliwi” po prostu być nie możemy…?

Czyżby „pełnia szczęścia” była stanem tylko czysto teoretycznym…?

Czy winy „takiego stanu rzeczy” należałoby się doszukiwać w naszej (pogmatwanej) „ludzkiej naturze”…?

Zapewne tak… (zazwyczaj) „sami sobie jesteśmy winni”…

Lecz spoglądając na tą kwestię z drugiej strony – Czy winić można kogoś za chorobę psychiczną, na którą choruje…?

Z większością nas jest podobnie – nasza „natura” to My, a to jaki jest jej wpływ na postrzeganie życia przekonujemy się „na własnej skórze”…

Chcemy więcej, więcej i jeszcze więcej…

Chcemy lepiej, lepiej, najlepiej jak tylko się (u)da…

To „błędne koło” będące niezwykle groźną pułapką…

Jeżeli piwo, lampka wina lub też drink wypity raz ewentualnie dwa razy w tygodniu nam nie wystarcza i nie możemy się powstrzymać przed sięgnięciem po alkohol (prawie) każdego dnia – w nieodpowiednim czasie, a czasami nawet i miejscu to możemy mieć problem – więcej, więcej i jeszcze więcej…

Jeżeli papieros wypalony na imprezie „dla towarzystwa” nam nie wystarcza i w efekcie kończymy na paczce papierosów wypalaną dziennie to również taka sytuacja staje się problemem – więcej, więcej i jeszcze więcej…

Jeżeli nie potrafimy zbudować i co bardzo istotne utrzymać bliskiej relacji z innym człowiekiem, a po każdej imprezie wracamy do domu z inną osobą – możemy tak żyć jeżeli chcemy lecz jak długo i czy po pewnym czasie nie dojdziemy do wniosku, że taki stan rzeczy również staje się problemem – więcej, więcej i jeszcze więcej…

A praca zmieniana jak przysłowiowe rękawiczki – w każdej kolejnej czujemy się źle lub też nie potrafimy wywiązywać się należycie z nakładanych na nas obowiązków ewentualnie doprowadziliśmy do sytuacji konfliktowych z współpracownikami… Chcemy inaczej, lepiej…? na więcej nas przecież stać…

No tak ale… Po co się ograniczać w którejkolwiek z powyższych sytuacji i sytuacji wielu innych mniej lub bardziej analogicznych…?

(Niektórzy) ludzie wciąż liczą na „coś” więcej, a problem w tym, że sięgając po „więcej” nie czują się zaspokojeni i wciąż wypatrują „czegoś” co jawi im się mianem lepszego od tego co mają w tej chwili…

Za przysłowiowym króliczkiem można się ganiać całe życie ale…

Czy warto…?

Decyzja jak zawsze należy do Ciebie, do mnie, do Nas wszystkich…

Nigdy nie będziemy aż tak dobrzy abyśmy lepsi być nie mogli…

Nigdy nie będziemy mieli dostatecznie wiele abyśmy więcej mieć nie mogli…

Zapętlające się nieustannie „błędne koło” ludzkiego życia…

Jaki nasuwa się wniosek…?

Jesteśmy przeklętym gatunkiem, który tak naprawdę w pełni nie wie czego od życia chce ba… nawet trudno nam zrozumieć sens i cel swojego życia… w efekcie miotamy się na wszystkie strony – biegnąc prze kolejne dni, a czasami przystając na chwilę, budując „coś”, a po chwili niszcząc efekty swojej ciężkiej pracy „pod wpływem emocjonalnego wzburzenia”… buntujemy się, przez całe życie się buntujemy podważając „sens i znaczenie wszystkiego”…

Dni, tygodnie, miesiące i lata mijają – nawet ten nieszczęsny listopad zaczyna się powoli kończyć…

No i co z tego…?

Czy będzie lepiej…?

Dopłyniemy do niezaludnionej rajskiej wyspy i zbudujemy tam „Świat na własnych zasadach”, w którym będziemy czuć się dobrze, a dni wypełniać będzie niczym nie zmącona „radość życia”…

Nie, jednak tak nie będzie, to był tylko chwilowy „piękny sen”…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s