Początek końca, koniec początku…

Kiedyś istniało pojęcie „zubożały szlachcic”, a obecnie na potrzeby charakteru obecnych czasów można by było pokusić się o stworzenie innego lecz w pewnym zakresie analogicznego pojęcia „zubożały blog-er”…

Szlachcicem nigdy nie byłem – nawet zubożałym…

Lecz nawet specjalnie „poczytnym” blog-erem również nie udało mi się nigdy być aczkolwiek aktywności ze strony czytelników było kiedyś więcej – znacznie więcej (oczywiście zachowując proporcje i analizując tylko i wyłącznie swoje własne statystyki, które były, a tym bardziej są mizerne w stosunku do tych, które osiągają inni…)

Mając to na uwadze zacząłem się zastanawiać nad przyszłością swojej „blog-owej działalności”…

Czy to jeszcze ma sens…?

Czy jeszcze „coś” mi to daje…?

Czy pojawiające się na moim blog-u teksty mogą jeszcze być dla kogoś ciekawe…?

Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na powyższe pytania…

Oczywiście zaprzęganie „szarych komórek” do pracy w czasie ubierania myśli w słowa wydaje się być wartościowe ale… może wystarczy rozwiązywanie krzyżówek, a nie robienie wielkiego szumu wokół grafomańskich pseudofilozoficznych wypocin…

W sumie „blog-uje” od bardzo wielu lat – ten blog jest stosunkowo młody ale poprzedni „(prze)żył” prawie osiem lat…

Bardzo niewiele, a może nawet nic się nie zmieniło na przestrzeni tych lat jeżeli chodzi o charakter prowadzonego prze mnie bloga…

Może formuła już się wyczerpała…?

A może nawet żadnej formuły nigdy nie było…?

Jest kilka rozwiązań jakie mogę zastosować:

  1. Przestać pisać i pozostawić blog-a „samemu sobie” niech sobie istnieje – tak długo aż zostanie z jakiegoś powodu skasowany…
  2. Zrobić sobie przerwę od „blog-owania” i wrócić z „nowymi siłami” jak uznam to za stosowne – zakładając, że uznam, a jeżeli nie to patrz punkt 1.
  3. Zrewolucjonizować sposób prowadzenia bloga – cokolwiek mogłoby to znaczyć… Jak można by było tego dokonać…? Nie wiem… Czy miałoby to jakikolwiek sens…? Nie wiem…

A może to (jeszcze) nie koniec, a jedynie koniec początku – etapu wstępnego…

Może Was jeszcze (czymś) zaskoczę – może nawet sam siebie zaskoczę…?

A może to wszystko przez ten nieszczęsny listopad – pocieszyć się można, że już niewiele do jego końca zostało…

Przemiń, giń, przepadnij listopadzie szary, bury, wredny…

Listopad to miesiąc mało empatyczny wręcz emocjonalnie niedorozwinięty…

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Początek końca, koniec początku…”

  1. Ja w listopadzie tez się zastanawiam nad sensem blogowania. Samo rozwiązywanie krzyżówek nie wystarczy, wierz mi. Lepiej pisać rzadziej, ale jeśli lubisz ubierać myśli w słowa to jest to wartość sama w sobie.

    Polubienie

    1. No cóż, listopada nie należy do najprzyjemniejszych miesięcy generując wątpliwości wszelakiego rodzaju – ale na szczęście ten „nieszczęsny miesiąc” już się kończy… 😉

      Rozwiązywanie krzyżówek to zawsze „coś” – lepsze niż nic, zawsze jakaś aktywność dla mózgu ale… zbyt wielkiej kreatywności chyba nie wymaga, a może jednak wymaga – trudno jednoznacznie stwierdzić… 😉

      Powodzenia i wytrwałości życzę – „damy radę”, a jak nie to znajdziemy sobie „coś” innego… 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Każdy piszący ma dni lepsze i gorsze, mniej lub bardziej płodne, a nawet zupełnie bezpłodne. Niektórych inspiruje zło, które wokół się dzieje, innych dobro. Ktoś może lubić stawiać sobie filozoficzne pytania i szukać teoretycznych i/lub praktycznych odpowiedzi. Pisanie może być też formą wyrazu siebie, rozmową, której nie ma z kim odbyć w rzeczywistości. To autoterapia pozwalającą uporządkować myśli, pozwalająca zrozumieć różne rzeczy, zachowanie, postępowanie, sposób myślenia. Czasami może chodzić tylko o to, by móc choćby pogodzić to, co nie da się zrozumieć, przyswoić, ogarnąć.
    Miło jest, gdy tym wszystkim procesom towarzyszą inni ludzie, bo w końcu jeśli jest tekst, to byłoby dobrze, by był też i czytelnik, a może i komentator. Tyle tylko, że to jest dodatkowa zmienna wartość dodana, która może być, ale wcale nie musi.

    Polubienie

    1. Pod Twoimi słowami mógłbym się podpisać obiema rękami…

      Inspirować człowieka może wszystko – dosłownie wszystko… lecz bywa, że nawet coś wyjątkowego nie potrafi zainspirować…

      Pisanie to rzeczywiście (auto)terapia – mniej lub bardziej owocna ale zawsze terapia…

      Ludzie odgrywają w naszym życiu jedną z najistotniejszych ról i to niezależnie od płaszczyzny porozumienia z nimi…

      Prowadząc blog-a jednak gdzieś w głębi człowiek liczy na to, że ktoś go wysłucha bo gdyby tak nie było wystarczyłaby nam szuflada pełna zapisanych zeszytów z przemyśleniami jakie pojawiają się w trakcie naszego życia…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s