„Co prawdą, a co kłamstwem jest…”(?)

„Prawdą jest to co mianem prawdy sami uznajemy” lecz czy aby na pewno postrzeganie prawdy i kłamstwa jest aż tak proste jak nam się wydaje…?

Wydawać by się mogło, że gdy sami unikamy kłamstwa to inni również nie będą go w stosunku do nas stosować… niestety nie zawsze tak jest, a bywa niekiedy wręcz przeciwnie…

Nawet najbardziej „prawemu człowiekowi” nie uda się w pełni uniknąć sączącej się „trucizny kłamstwa”, którą zatruwać może go ktoś inny…

Są ludzie, którzy na kłamstwie budują całe swoje życie – pomijając incydentalne sytuacje gdy kłamstwo dotyczy kwestii błahych i nie mających (aż tak) istotnego znaczenia…

Czym innym jak nie „życiem w chronicznym kłamstwie” jest prowadzenie „podwójnego życia”…?

Nie chodzi o sytuacje, w których uznajemy, że „żyjemy wieloma życiami” bazując na swojej wyobraźni, Świecie wykreowanym przez pisarzy, Świecie gier komputerowych, Światach scenariuszy filmowych czy też w Światach zaklętych w obrazach…

Gdy ktoś mający wydawałoby się „wszystko co do szczęścia jest potrzebne” – męża/żonę, dzieci, dom, rodzinę, pracę – „poukładane życie”… lecz to jednak (dla niektórych) za mało… pojawia się kochanek, kochanka, a w skrajnie przerysowanych przypadkach nawet „druga rodzina”…

Dwie rodziny na raz, w tym samym momencie… można…? formalnie, a tym bardziej moralnie NIE, a jednak praktycznie niektórym się to udaje…

Podziwiać…?

Zazdrościć…?

Raczej NIE…

No chyba, że komuś to imponuje – ludzie są (bardzo) różni, a (nie)normalność okazuje się pojęciem niebywale względnym…

Lecz według oceny większości – Czym innym jak nie chronicznie-patologicznym kłamstwem jest „takie życie”…?

Co ciekawe takie sytuacje dzieją się nie tylko w filmach i książkach, a również „w realnym życiu”… życie już nie raz okazywało się być swoistego rodzaju twórcą scenariuszy, których specyfika znacząco wykraczała poza scenariusze filmowe i fabuły nawet najbardziej „pokręconych” książek…

Pocieszyć się można, że nas to nie dotyczy, nie dotyczyło i miejmy nadzieję, że dotyczyć nie będzie ale… jednak są osoby, które w takiej sytuacji się znaleźli, a wielu w przyszłości się znajdzie…

I jak ma „ktoś taki” żyć i komukolwiek (jeszcze) zaufać…?

Reklamy

4 uwagi do wpisu “„Co prawdą, a co kłamstwem jest…”(?)”

  1. Zadziwia mnie wysiłek, jaki niektórzy wkładają w tworzenie fikcji i jej podtrzymywanie. Pierwsze kłamstwo, kolejne, by uzasadnić i kontynuować pierwsze, kolejne, by dwa poprzednie miały podstawy, uzasadnienie i szansę przetrwania i tak bez końca. Jak już się wdepnie, to im dalej, tym trudniej zawrócić. Cała masa czasu i życia poświęcona na kreowanie wlasnego życia w miejsce jego przeżywania. Sensu w tym żadengo nie widzę, ale niektórzy nie widzą innego.

    Polubienie

    1. Tu akurat się zgadzam w całej rozciągłości… Kłamstwo wymaga bardzo wiele wysiłku – często niewartego przysłowiowej świeczki… I zadać można by było sobie pytanie – Czy ludzie żyjący w chronicznym kłamstwie są szczęśliwi…? Śmiem twierdzić, że jednak nie do końca… Mieć więcej, więcej i jeszcze więcej… gdy to „więcej” budowane jest na kłamstwie, oszustwie i cierpieniu innych nie warte jest „złamanego grosza”, a wcześniej czy później nadejdzie chwila gdy taka osoba zostanie sama jak przysłowiowy palec… na wyspie odciętej od innych lądów – mosty już dawno spalone bez najmniejszej nadziei ich odbudowania…

      Polubienie

  2. Tak, gra niewarta świeczki (przy okazji – znasz etymologię tego przysłowia? :-). Osoba, która nie zawróci w porę (pomijając jednostki chorobowe, które ograniczają możliwość rozpoznawania własnych klamstw lub tzw. osobowość wieloraką) i zabrnie w klamstwach za daleko, by od własnych klamstw móc już w prosty sposób odciąć się, przeprosić lub zamienić wszystko w niegroźny żart, budzi się pod koniec życia z poczuciem, że swojego życia nie przeżyła, że je straciła. Do takich sytuacji doprowadza przykładowo wypieranie, uciekanie od odpowiedzialności, lub, jak piszesz – potrzeba osiągania za wszelką cenę, nie patrząc na koszty. One są. I kumulują się. I kiedyś przychodzi je spłacić.

    Polubienie

    1. Szczerze powiedziawszy to nigdy nie dociekałem kiedy i w jakiej sytuacji powstało to często stosowane przysłowie co nie zmienia faktu, że stanowi treściwą kompilację słów… Wszystko w życiu ma swój początek i jakąś (często niezauważalną) przyczynę… Oczywiście nie ma co tłumaczyć takich ludzi ale… wczęśniej czy później w jakiś sposób zapłacą za swoje postępowanie – bardzo różna bywa cena lecz chyba najwyższą jest to o czym piszesz – poczucie niewłaściwego wykorzystania własnego życia w chwili gdy będzie dobiegało końca…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s