„Sztuka zrywania”

„Związki” lecz nie tylko związki bo wszelakiego rodzaju „relacje międzyludzkie” w jakiś sposób się rozpoczynają – „coś”, a ściślej mówiąc „ktoś” je inicjuje… bywa, że (za)istniały „sprzyjające ku temu okoliczności” lecz nie zawsze – życie jest zbyt skomplikowane aby udało się stworzyć uniwersalny „algorytm powstawania związków”…

„Tworzenie związku” tudzież „relacji mającej inny charakter” to jedna sprawa, a „jej” (za)kończenie to temat odrębny lecz również niezwykle ciekawy i bardzo skomplikowany…

Nawet nie wnikając w „przyczyny rozpadu związków” – jest ich niezliczona liczba, a każdy przypadek należałoby analizować oddzielnie… podobnie okazuje się być w przypadku zanikających „relacjach innego charakteru” – niekiedy przyczyną okazuje się „coś” błahego co z jakiegoś powodu stało się dla jednej lub też obu stron niezwykle istotne, a tym samym podważające sens i trwałość istniejącej relacji…

Problem w tym, że ludzie zazwyczaj nie potrafią „rozstawać się z klasą”…

Oczywiście wszystko, a przynajmniej bardzo wiele zależny od „przyczyny rozpadu (danego) związku” tudzież innej „relacji międzyludzkiej”…

„Rozpad związku” (za)inicjowany zdradą, któregoś z partnerów w jaskrawy sposób kłóci się z teorią „rozstania z klasą” – w takim przypadku nawet trudno oczekiwać innego zakończenia poza trzaśnięciem przysłowiowych drzwi za sobą… oczywiście są przykłady związku, które nawet po takich przejściach wciąż trwają…

Czy trwanie w związku po zdradzie ma sens…?

Nad sensem podjęcia takiej decyzji nie warto się dłużej zastanawiać bo „każdy przypadek jest inny” – ludzie sami podejmują indywidualne decyzje jednocześnie ponosząc ich konsekwencje…

Znacznie łatwiej „rozstać się z klasą” gdy nie doszło do niczego dramatycznego tylko „coś się wypaliło”, a dwoje ludzi wspólnie stwierdziło, że nie warto tego dłużej ciągnąć… oczywiście należy próbować, walczyć i nad związkiem (po)pracować ale… gdy nie przynosi to zadowalających rezultatów to szkoda czasu, a tym samym życia, które mamy tylko jedno… oczywiście podobnie jak w powyższym przykładzie tak i w tym, to również kwestia wyboru i decyzji ludzi tworzących dany związek…

Kończą się nie tylko „związki” ale… również „relacje mające inny charakter”…

Relacje koleżeńskie, „więzi przyjacielskie”, a nawet „więzi rodzinne”…

Nie zawsze przyczyna leży w przykrości jaką jedna ze stron zrobiła drugiej… czasami „nasze drogi się rozchodzą” bez jakiegoś konkretnego powodu… zmieniamy się, nasze życie również się zmienia… „zaczynamy oczekiwać od życia czegoś innego” niż osoba nam bliska – nie zawsze potrafimy lub chcemy trwać w relacji z kimś kto znacząco różni się od nas samych…

„Moment końca relacji z innym człowiekiem” zazwyczaj jest smutnym wydarzeniem lecz niekiedy w efekcie przynosi ulgę, a nawet swoistego rodzaju wyzwoleniem – wolność, której mogło nam brakować…

„Życie z ludźmi nie jest łatwe” lecz „samotność jest jeszcze gorsza”…

Reklamy

6 uwag do wpisu “„Sztuka zrywania””

  1. Bywają takie króciutkie relacje. Poznajesz kogoś, spotykasz się z nim raz lub kilka razy i dochodzicie do wniosku, że z pewnych względów nie jest Wam po drodze. Ale jeśli było w tej króciutkiej relacji także coś, co miało znaczenie, taką relację można pięknie przedefiniować i utrzymać w innym charakterze. Mam takie znajomości. Z oczekiwań, czy też potrzeb obydwu stron powodem nawiązania takiej relacji było inne założenie, ale dojrzałość jednej lub obydwu stron sprawiła, że zgodnie uznały one, że całkowicie zrywać tej relacji nie warto, że po prostu – warto ją podtrzymać w takiej formie, by jednocześnie nawzajem nie ranić się i nie wykorzystywać, z drugiej – czerpać z relacji tyle przyjemności, ile po przedefiniowaniu ona ze sobą może obydwu stronom przynieść.

    Im relacja trwa dłużej, tym większe może wejść w grę przywiązanie, choćby jednej ze stron. Im większe przywiązanie, tym trudniej z takiej relacji wycofać się, choćby pod wpływem silnego impulsu lub zbioru impulsów, tym trudniej także pogodzić się w niej z rozstaniem, które w wyniku upływu lat staje się dla jednej strony odrzuceniem, niekiedy niestety niespodziewanym (jeśli relacja wyglądała na dobrą, przynajmniej w oczach jednej ze stron) i pragnęło się ją utrzymać i rozwijać.

    Przywiązanie budowane latami oznacza, że drugi człowiek wpisuje się w nasze życie na lata, które z tą osobą spędziliśmy. Jeśli cenimy i szanujemy nasze życie, to cenimy i szanujemy także tych ludzi, którzy nam w tym życiu towarzyszą. Zakładam przy tym dobre, uczciwe, życzliwe intencje, nie zaś chęć posłużenia się w jakiś sposób drugą osobą, bo przy tym drugim założeniu wieloletnia relacja, wyglądająca w oczach jednej z osób na pogłębiającą się zażyłość, jest w rzeczywistości wykorzystaniem i oszustwem.

    Jeżeli z jakiegoś powodu rozstaje się ze sobą dwoje ludzi, którzy jednocześnie cenili się i szanowali (czyli wracam do życzliwości, uczciwości, wzajemnego szacunku stojących u podstaw takiej relacji), to jeśli argumenty przemawiające za rozstaniem są choćby dla jednej ze strony istotne i niepodważalne, drugiej stronie dość łatwo jest je uszanować. Jeśli jednak rozstanie odbywa się w sposób nieetyczny, to znaczy w warunkach braku poszanowania praw drugiego członka tej relacji, bez uwzględnienia podstaw więzi, jakie odchodzący deklarował osobie, od której odchodzi, rozstanie może być dla porzucanej osoby bardzo traumatyczne. Oznacza nie tylko utratę kogoś, z kim czuło się bardzo związanym i czyja pożądana obecność wypełniała nasze życie przez kilka lat, lecz także podważenie wszelkich fundamentów tej relacji wstecz. Człowiek, który ufał, zaczyna zadawać sobie pytania o własną kondycję, o świadomość samego siebie.

    Zdrada się zdarza. Ulegamy impulsom, instynktom, czujemy się niedocenieni, zaniedbani, czasem pragniemy przeżyć coś nowego, ożywczego, coś, co przełamie rutynę. Zdrada ma dla mnie wydźwięk incydentalny i wpisuje się w ludzką naturę. Człowiek jest jedynie i aż czlowiekiem, piękny taki, jaki jest, ze swoimi słabościami, talentami, zaletami, wadami, wątpliwościami, troskami, wątpliwościami i zachwytami. To wszystko można zrozumieć, wybaczyć, zaakceptować i nadal, po przedefiniowaniu relacji lub po prostu określeniu (wspólnym, to ważne) możliwości dalszego jej utrzymywania z uwzględnieniem charakteru i przyczyn zdarzenia, określanego emocjonalnie jako zdrada, nadal utrzymywać piękną, mądrą, wartościową i wzbogacającą relację. Nie jesteśmy idealni i nie powinniśmy od siebie nawzajem tego oczekiwać i z powodu zdrady jako incydentu wieloletniej relacji w całości przekreślać.

    Gorzej, jeśli u podstaw zdrady nie leżą emocje, zachwyt, pragnienie, chwilowa słabość, lecz jest ona rezultatem wieloletniego oszustwa i wykorzystania jednego człowieka przez drugiego czlowieka. Z tego typu zdradą o wiele trudniej przychodzi się zmierzyć. Tego typu zdrada stawia przed zdradzającym pytanie o sens, o zasadniość, o własną poczytalność i zdolność do oceny drugiego czlowieka. Podważa zaufanie do innych. Wymaga ogromnej siły, by się z nią zmierzyć i by jednocześnie nie odbiło się to na naszym dalszym życiu.

    Wierzę, że „autor zdrady” może mieć ogromny problem, jeśli rzeczywiście darzył swojego partnera szacunkiem, przyjaźnią, życzliwością, z przyznaniem się do zdrady. Powinien jednak to zrobić dla własnego dobra, dla własnego komfortu, by w kolejne lata swojego życia nie brnąć głębiej w klamstwo. Palenie za sobą mostów ze strachu przed oceną to błąd, polegający na tym, że mając wrażenie, że zaczynamy po zdradzie nowe życie, tkwimy w dotychczasowym kłamstwie po uszy i brniemy w nie, kosztem swojego życia i życia nowego partnera. Tracąc przy okazji możliwość uzyskania przebaczenia ze strony zdradzonego partnera, co z pewnością podnosi komfort życia, nawet, jeśli się nie zamierza do niego wracać. Skrywanie przed nowym partnerem ciążących na sumieniu tajemnic, wypieranie poczucia winy wobec partnera zdradzonego i porzuconego bez wyjaśnienia, z całą pewnością zatruwa nową relację, nawet, jeśli zdradzającemu trudno jest to przyznać otwarcie. I bardzo negatywnie odbija się na dalszym życiu, i osoby zdradzonej, i tej, która zdradziła. Im dalej brniemy w złe zakończenie byłej relacji, tym dla nowej relacji wychodzi to gorzej. Niewiele osób potrafi to zrozumieć.

    Wykluczam w tym komentarzu przypadki, kiedy mamy do czynienia z psychopatą, świadmie i z premedytacją żerującym na innych ludziach. Ale w takiej sytuacji nie użyłabym słowa zdrada. Jeśli już, to nie w stosunku do osoby zdradzonej. Tego typu zdrada jest przede wszystkim zdradą samego siebie, a ta jest niewybaczalna.

    Rozgadałam się, autorze, ale ja tak miewam, z nadzieją, że mi wybaczysz, ten komentarz pozostawiam, a jeśli nie wybaczysz, to go po prostu wyrzucisz. To jest temat, który mi mocno leży na sercu od trzech lat. Jest lepiej, ale nie tak dobrze, jak bym chciała, z prostego powodu – bo do dziś nie mam pojęcia, z jakiego charakteru zdradą miałam do czynienia. Czy z tą, którą wybaczyć jest tak łatwo, czy z tą, której wybaczyć się nie da.

    Polubienie

    1. Utrzymywanie tego typu relacji o której wspominasz we wstępie oczywiście jest możliwe jeżeli są na to gotowe obie ze stron wykazując się niezbędną w tym przypadku dojrzałością…

      To prawda, że czas „bycia razem” spaja ze sobą ludzi, którzy stają się dla siebie o wiele bardziej istotni… mimo iż „płomień uczucia” mógł już z biegiem czasu trochę wygasnąć to jednak przywiązanie i wspólne wspomnienia sprawiają, że nikt poważniej nie myśli o tym aby to co trwa (za)kończyć…

      Czy słusznie…?

      Każdy musi podjąć własną decyzję, która według niego samego jest na tym konkretnym etapie życie i w tej konkretnej sytuacji najwłaściwsza…

      Spoglądając z zewnątrz na inne związki możemy mieć różne wrażenie – niekiedy się dziwimy, że konkretne osoby są ze sobą dostrzegając dysfunkcyjność tych relacji lecz nigdy nie poznamy prawdziwego charakteru więzi istniejącej pomiędzy ludźmi co nie zmienia faktu, że nie wszystkie związki są idealne, a może nawet większość…

      W czasie wspólnego życia z kimś, tworząc z nim relację zwaną „związkiem” poznajemy nie tylko swojego partnera ale… również, a może zwłaszcza samych siebie – uczymy się prawd o sobie każdego dnia i wciąż mamy wiele do odkrycia…

      Zdrada jest tematem bardzo ciężkim… trudno przewidzieć jak destrukcyjny będzie „jej” wpływ na konkretny związek… oczywiście w tym co piszesz jest wiele racji – szkoda gdy incydentalne wydarzenie przekreśla długoletni związek lecz jednocześnie trudno się dziwić ludziom którzy nie wyobrażają sobie trwania w związku z kimś kto ich zdradził… zdradę (teoretycznie) można wybaczyć lecz nigdy się jej nie zapomina, a tym samym w mniejszym czy też w większym stopniu wpływa ona na „dany związek” – zakładając, że po zdradzie ów związek wciąż trwa… lecz również wpływa „ona” na związki mogące się pojawić w przyszłości czyli tym samym na całe życie…

      Swoistego rodzaju „oczyszczenie” po zaistnieniu zdrady o którym wspominasz rzeczywiście okazuje się być niezwykle istotne – bez „niego” życie na płaszczyźnie związków może być udręką, a lawirowanie pomiędzy kłamstwami staje się niekończąca się męczarnią…

      Chyba nie ma nic gorszego od „zdrady samego siebie” – gdy czujemy odrazę do osoby, którą widzimy w lustrzanym odbiciu…

      Naturę i znaczenie zdrady zrozumieć może jedynie ten kto zdradzony kiedyś został… problem w tym, że można się zamęczać wnikliwą analizą (mniej lub bardziej teoretycznych) przyczyn, a mimo to wciąż nie potrafiąc odpowiedzieć sobie na pojawiające się liczne pytania:

      Dlaczego…?

      Z jakiego powodu…?

      Kto i jak zawinił…?

      Najgorzej gdy winy zaczyna człowiek szukać w sobie…

      Niezależnie od powodów i czynników, które do zdrady doprowadziły to zawsze zdradzający jest winny, a słowa jakoby to wina była zawsze po środku do mnie osobiście nie trafiają…

      Jeżeli masz zamiar zdradzić to odejdź… odejdź przed zdradą… ułóż sobie życie na nowo z kimś innym, a mnie nie rań… (tak byłoby lepiej, tak chyba byłoby lepiej…)

      Polubienie

  2. Ukłon szacunku dla sposobu, w jaki prowadzisz dialog. To bardzo miłe. I tak, masz rację, to bardzo dojrzałe podejście – zakończyć związek, zanim dojdzie do zdrady. To oznaka dojrzałości i szacunku, nie tylko dla tej drugiej osoby, lecz przede wszystkim dla samego siebie. Spoglądając na swoje własne doświadczenia wstecz, powiedziałabym, że tak jak i miłości do siebie, a więc i do drugiego człowieka, tak i szacunku do siebie i do drugiego człowieka, uczymy się, nie jest to cecha wrodzona. Jeśli wyrastamy w środowisku, w którym doświadczamy jako dziecko szacunku i możemy na codzień obserwować, jak najbliżsi okazują sobie szacunek i miłość, ta nauka przychodzi o wiele łatwiej i szybciej pojawiają się jej efekty, a więc młody człowiek wchodzący w relacje z innymi ludźmi popełnia mniej błędów. Jeśli jednak środowisko, w którym młody człowiek wzrasta, źle pojmuje miłość, ta nauka przychodzi później i wyciągamy ją z własnych doświadczeń i popełnionych błędów. Do czego zmierzam? Do tego, że biorąc ten wpływ najbliższych na nasze pojmowanie miłości i szacunku i jednocześnie doświadczając, powinniśmy, nie odchodząc od ideału dobrych rozstań, czyli wykluczających zdradę przed rozstaniem, pracować przede wszystkim nad samoświadomością i dlatego ja bym jednak powiedziała, że należy w sobie szukać, ale nie tyle winy (bo naturalnym odruchem każdego człowieka jest ucieczka od poczucia winy), ile przyczyn, powodów, by znając przyczyny i powody, można było tych błędów w przyszłości unikać. Jeśli skupimy się wyłącznie na szukaniu odpowiedzialności w drugim człowieku, może się niestety zdarzyć, że swój błąd powtórzymy – choćby błąd zaniedbania, krótkowzroczności, zaniechania. Bo przyczyny leżą jednak najczęściej po obydwu stronach – choć nie muszą być jednakie.

    Polubienie

    1. Interesujący dialog to wartość sama w sobie… To prawda, że bardzo wiele zależy od otoczenia, w którym się wychowywaliśmy – uczymy się przez całe życie ale… okres dzieciństwa i młodości charakteryzuje się niezwykłą chłonnością umysłu i na tym etapie kształtuje się również nasza wrażliwość, a to wszystko ma przełożenie na nasze całe życie… oczywiście zmieniamy się i możemy się zmieniać ale… jednak dzieciństwo i młodość pozostawia w nas trwały ślad… Samoświadomość pojawia się z wiekiem – różnym w przypadku każdego z osoba… dojrzewanie jest procesem, który przebiega niezwykle indywidualnie, a tym samym to nie zawsze wiek świadczy o dojrzałości – najczęściej to specyfika życia potrafi proces dojrzewania przyspieszyć – zwłaszcza sytuacje trudne i problemy, które przyszło nam w ciągu życia rozwiązywać… Z sensownością szukania przyczyn jak najbardziej się zgadzam bo wszystko z czegoś wynika i gdzieś ma swój początek… Doszukiwanie się w sobie winy często nastręcza wiele problemów, a niekiedy bywa niemal niemożliwe gdy egocentryzm przysłania nam realny obraz sytuacji, w których się znaleźliśmy… Bardzo nie lubimy przyznawać się do błędów nawet gdy są one oczywiste… Pod Twoim ostatnim zdaniem podpisuję się obiema rękami – rzeczywiście przyczyny należałoby doszukiwać się bo obu stronach lecz jednocześnie ich ranga może być niewspółmierna…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s