Eksperymenty ze szczęściem…

Całe życie eksperymentujemy z ogólnie pojętym „szczęściem”…

Ów eksperymenty okazują się mniej lub bardziej udane ale… nie poddajemy się i wciąż eksperymentujemy – możemy być bardziej niż pewni, że wciąż będziemy eksperymentować i to niezależnie od pojawiających efektów i liczby podejmowanych prób…

Wciąż „coś” sprawdzamy na żywym organizmie – jakim niewątpliwie jesteśmy… towarzyszą nam wątpliwości i niepewność lecz wciąż „sprawdzamy samych siebie”…

Testujemy granice i możliwości podejmując przy tym niekiedy „próby wysokiego ryzyka”…

W momentach radości uznajemy, że „to jest to” lecz już po kilku chwilach potrafimy radykalnie zmienić swoją opinię – jednak „to nie to”…

Zastanawiamy się rozglądając i szukając dalej – wciąż „czegoś” szukamy…

A czy znajdziemy…?

To się dopiero okaże, a nawet gdy uznamy, że tym razem się udało to już po kilku chwilach możemy ponownie zmienić zdanie – wiecznie niepewni i wewnętrznie rozedrgani…

Czego tak naprawdę chcemy…?

Często sami nie wiemy, a szukać możemy nawet całe życie i mimo to nie znaleźć – trudno odnaleźć „coś” czego nie ma… lub też nawet istnieje lecz nie dostrzegamy w tym „czymś” wyjątkowości i wartości rekompensującej podejmowane starania…

Jesteśmy wiecznymi eksperymentatorami – testerami gry jaką jest życie…

Gra ta ma swoje wady, błędy, a nawet pozbawiona jest niekiedy logiki lecz wciąż gramy uzależniając się od „niej” każdego dnia bardziej…

Nadajemy sens i znaczenie temu co nie zawsze realny sens mieć musi… jednocześni potrafimy odbierać znaczenie temu co powinno się stać naszym fundamentem…

Na poligonie doświadczalnym jakim jest życie nie zawsze zachowujemy się rozsądnie, a rozwagi również potrafi nam brakować… lecz przyświeca nam cel uświęcający środki, a celem jest „poczucie szczęścia”, którego niezależnie od tego jak wiele doświadczamy to wciąż jesteśmy głodni – „Apetyt rośnie w miarę jedzenia”…

I jak żyć…?

Reklamy

7 uwag do wpisu “Eksperymenty ze szczęściem…”

  1. Hmm.. Kiedyś byłam młodsza… no, bo trudno, żebym kiedyś była starsza :-). No więc kiedy byłam młodsza, czasem, z mniejszą lub większą intensywnością (lub odczuwając to jako swoisty ciężar, który, jak zdawało mi się, noszę czy też – wówczas nosiłam) myślałam o tym, że nie czuję się do końca szczęśliwa. A może bardziej nawet – że przeżywam nie swoje życie. Tak właśnie w takich chwilach myślałam: „to nie jest moje życie”. Gdybym miała to jakoś zdefiniować, użyłabym słowa: niespełnienie. Dziś, kiedy patrzę na tamte lata z kilkuletniej perspektywy i kilku kolejnych ważnych doświadczeń, zadałam sobie pytanie: co sprawiało, że czułam się tak, jakbym przeżywała nie swoje życie, jakby moje własne życie mijało mnie, przechodziło gdzieś obok, dlaczego do niego nie mogę trafić, co jest nie tak? I ponownie, gdybym miała to ująć w definicję, użyłabym slowa: oczekiwania. Niekiedy nawet oczekiwania o charakterze roszczeń.

    Roszczeniowość to coś, co podpowiada nam, że nam się coś należy. Myślimy więc: jestem świetny, ale inni tego nie potrafią docenić. Jestem utalentowany, ale ktoś mi rzuca kłody pod nogi. Kocham, ale on (ona) nie chce się zmienić. Staram się, ale nikt nie docenia moich starań. Potrzebuję, ale nie dostaję. W przypadku roszczeń źródło poczucia nieszczęścia tkwi na zewnątrz – ja jestem ok, on (ona, oni) nie są ok i stają na drodze do mojego szczęścia.

    Z oczekiwaniami jest podobnie, choć tych już nie należy tak zdecydowanie odrzucać. Warto może jedynie przyjrzeć się im bliżej. Czy jeśli je mam, a czuję, że nie są spełniane, to problem tkwi w innych, czy we mnie samym / samej? A może w źle określonych oczekiwaniach? A może – w tym, że są one stawiane niewłaściwym ludziom, w niewłaściwym miejscu, w niewlaściwym czasie, nieodpowiednich okolicznościach?

    I kiedy tak przyjrzymy się własnym oczekiwaniom z bliska – w pewnym momencie jesteśmy w stanie wyczuć, skąd płynie dyskomfort. Otóż – oczekiwanie to nadal rodzaj presji. Presji wywieranej na sobie lub presji wywieranej na innych. Przymusu. Tym większego, im nasze oczekiwania mijają się z? No z czym? :-). Z możliwościami i potrzebami innych.

    No i jesteśmy u celu :-). Zastąpmy oczekiwania potrzebami, czyli – pragnieniamy, a pragnienia ubierzmy w marzenia (czyli dajmy marzeniom odpowiednią perspektywę). Skoro czuję, że czegoś bardzo potrzebuję, to znaczy, że mam o czym marzyć, to znaczy, że czegoś pragnę. Jeśli czegoś pragnę, nie szukam wiadra, lecz – źródła. Jeśli szukam źródła – to znaczy, że powinienem / powinnam piąć się w górę, bo stamtąd zwykle wypływają źródła. Jeśli powinnam piąć się w górę – to znaczy po pierwsze – powinnam podjąć wysiłek (jeśli usiądę i będę czekać, to z góry może do mnie spłynąć jedynie mętna woda, więc to ja powinnam się do źródła udać), po drugie – powinnam poprawnie określić swoje siły i możliwości i odpowiednio przygotować się do drogi, po trzecie – powinnam wiedzieć, czego pragnę, czyli źródła czego poszukuję. Życie to wędrówka, spokojna wędrówka do źródła. Kiedy ją podejmiemy bez oczekiwań, lecz z marzeniami i pragnieniami – to okazuje się, że bycie szczęśliwym jest proste. Wystarczy postawić na siebie, a siebie postawić na nogi :-).

    Dziś wiem, że przeżywam swoje życie i jest to życie szczęśliwe.

    Lubię to

    1. Zbyt rozrośnięte lub niewłaściwie sprecyzowane oczekiwania rzeczywiście potrafią skutecznie odebrać nam radość życia, a tym samym ogólnie pojęte (po)czucie szczęście… niestety my ludzie jesteśmy z natury leniwi co ma zauważalny wpływ na nas i na nasze życie – znacznie łatwiej przychodzi nam narzekanie lub/i zazdroszczenie innym, że mają „lepiej”, że los im sprzyja i że zostali obdarowani talentami niż własnoręczne zabranie się za zmianę swojego życia, a co chyba najistotniejsze zmianę podejścia do siebie i własnego życia… Do wielu „rzeczy” człowiek dojrzewa – proces ten nie zawsze jest powiązany z naszym wiekiem – bywają ludzie stosunkowo młodzi, a znacznie dojrzalsi niż ludzie znacznie od nich starsi… To kwestia niezwykle osobnicza… Kiedy dojrzejemy do postrzegania swojego życia mianem ciągu szans i możliwości i wyzbędziemy się przesadzonych oczekiwań… nauczymy się dystansu i pokory do tego wszystkiego co nas spotyka… Chyba dopiero w takim momencie będziemy potrafili w pełni docenić swoje życie… Na wszystko w życiu jest (chyba) swój czas i właściwy moment… Pożyjemy i zobaczymy, a czy się doczekamy to już inna kwestia… 🙂

      Lubię to

  2. Szczęście nie jest rzeczą łatwą, trudno je znaleźć w sobie, ale nie sposób gdzie indziej.

    – cytat z książki prof. Zygmunta Mysłakowskiego „O kulturze współżycia”

    Lubię to

    1. To prawda… szczęście zdecydowanie nie należy do „rzeczy” łatwych i prawdą jest również to, że „prawdziwe szczęście” to tylko „te”, które pojawia się w nas samych… problem w tym, że nawet gdy uda się nam je w sobie odnaleźć to nie jest nam dane raz na zawsze… niezwykle ulotna i zmienna jest struktura szczęścia…

      Lubię to

  3. Czy mogę zapytać, jak masz na imię? Lub – jeśli nie chcesz go zdradzać – jak można się do Ciebie zwracać, by nie zwracać się bezoosobowo? :-). Byłoby po prostu łatwiej niż bezosobowo, bo Cyfrowo-Analogowy przychodziłoby mi z trudem. Mam na imię Marzena i to jest moje prawdziwe imię, ale nie oczekuję prawdziwego w rewanżu, jeśli anonimowość może Cię uczynić szczęśliwszym 🙂

    Lubię to

    1. Anonimowość ma swoje dobre strony ale… powiedzmy sobie szczerze, że w obecnych czasach trudno o „pełną anonimowość” – dotyczy to również funkcjonowania w Internecie… Obecnie moim swoistego rodzaju „Alter Ego” jest Cyfrowo Analogowy ale… kiedyś byłem Tyler co wydaje mi się znacznie ciekawsze niż realne… imię wybrali nam Rodzice, a co za tym idzie nie mieliśmy na nie wpływu, a nasza „ksywka” tudzież „Alter Ego” jest naszym własnym wyborem więc możemy się z nią znacznie lepiej identyfikować… w takim razie miło mi jestem Tyler 🙂

      Ps. Tak przy okazji gdyby Cię interesowała geneza mojego wyboru bardzo polecam najlepszy film jaki kiedykolwiek oglądałem, a oglądałem „go” wiele razy: „Fight Club” („Podziemny Krąg”)…

      Lubię to

      1. Tak, teraz sobie przypominam, że chyba gdzieś o tym wspomniałeś. I że zerknęłam wtedy na genezę. I teraz chętnie wrócę tam, gdzie jej szukałam, by spojrzeć na wszystko raz jeszcze, z innej perspektywy – z perspektywy już nie kogoś, kto jedynie cicho i w milczeniu się przypatruje, ale kogoś, kto rozmawia z drugim człowiekiem :-).

        Dziękuję pięknie, Tyler. :-). Mogłabym pozostać tylko M., lub Miriam. Ale czasy Miriam mam już za sobą. Jeśli więc będziesz wolał M. od Marzeny, zawsze chętnie bywam także M. 🙂

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s