„Skrzywienie kręgosłupa” (Wrocławski Teatr Współczesny)

„Wieczór dla osób z wadą postawy” – no może, w sumie, „coś” w tym jest – to znaczy mogło być lub nawet było w trakcie – oglądając, słuchając, widząc i dostrzegając…

Gdybym miał oddać klimat, charakter i specyfikę tego przedstawienia musiałbym pisać chaotycznie unikając jednocześnie jakiejkolwiek spójności wypowiedzi i powstrzymać się przed „myślą przewodnią” – głębszym sensem tego czego byłem świadkiem…

Nie piszę recenzji bo nie potrafią ich pisać, a w gruncie rzeczy pisać ich bym (nawet) nie chciał – niech ktoś innym się tym zajmuje – ktoś kto to potrafi i lubi…

(Po)dzielę się (jak zwykle) swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami, wnioskami – zakładając, że takowe się pojawią…

120 minut – długo i na mój gust chyba za długo – można to było skompensować, „coś” wyciąć i odrobinę skrócić…

Jeszcze gdyby ów sztuka była bardziej wciągająca to upływu czasu można by było nie odczuć ale… jednak momentami się dłużyło…

O czym było…?

Jak to często bywa – o „kondycji człowieka”… w tym przypadku „(korpo)Życie” „(korpo)Ludzi” w „(korpo)Świecie”…

Skąd my to znamy…?

Strach, presja, „fikcyjne wartości”, „poczucie zagrożenia”, ciągłe poszukiwanie bezpieczeństwa, a wszystko w klaustrofobicznym, a przy tym spełniającym kryteria utopi Świecie skutecznie oderwanym od rzeczywistości „normalnego życia”…

„Stand by” z włączonym trybem (prze)trwania…

Koszty – wysokie, bardzo wysokie, najwyższe z możliwych – niepostrzeżenie zmierzające ku „rezygnacji z samego siebie”…

Uwikłani w sprawy, którym ktoś z jakiegoś powodu nadał wysoki priorytet – bo tak trzeba i nie pytajmy z jakiego powodu – tak ma być i już…

Potargani, emocjonalnie (wy)niszczeni, z zakładanymi na dni całe klapkami na oczach…

I jeszcze bunt, agresja, złość dusząca od środka…

„Samotność w tłumie ludzi” zachowujących się jak roboty – działających według odgórnie narzuconych „algorytmów postępowania”…

„Ciągły stan presji” pozornie niwelowany kolejno wypalanymi papierosami…

Ostentacyjnie wulgarny język miał i z pewnością potęgował dramatyzm „(korpo)Życia” „targanych emocjami” i „bólem egzystencji” „(korpo)Ludzi”…

Jak można tak żyć…?

Najwidoczniej „jakoś” można bo wielu ludzi tak żyje – nawet nie warto zastanawiać się nad powodami takiej, a nie innej „drogi życiowej”…

Pojawia się pytanie – jedno z wielu…

Czy uznając, że „złapaliśmy Pana Boga za nogi” przypadkiem nie ulegamy grupowej manipulacji, a może nawet halucynacji…(?)

„Praca w życiu jest ważna” – może nawet bardzo ważna ale… nawet ta najambitniejsza z ambitnych i najbardziej dochodowa z dochodowych oczywiście daje nam wiele lecz jednocześnie „coś” nam odbiera – czasami więcej niż tylko czas, który na jej wykonywanie poświęcamy…

Jednak ów przedstawienie miało swój sens, a tym samym wartość – gdyby nie moja w teatrze wizyta zapewne nie pojawiłyby się powyższe przemyślenia…

Tym samym jednak było warto…

Sztuki teatralne stają się i często są lustrami, w których dostrzegamy odbicia ludzi, których znamy, a co chyba jeszcze istotniejsze wyłapujemy prawdy o samych sobie i zależności przyczynowo-skutkowe podejmowanych przez nas nieustannie decyzji…

Czasami się męczymy ale… z pewnością również bogacimy – tak było, jest i będzie przez całe życie…

Reklamy

4 uwagi do wpisu “„Skrzywienie kręgosłupa” (Wrocławski Teatr Współczesny)”

  1. No jakaś tendencyjna ta sztuka. :-). Pracuję w corpo i pracowałam w różnych corpo przez dużą część mojego życia. I naprawdę mogę się podzielić innym spojrzeniem i innymi doświadczeniami.

    Lubię to

    1. W sztuce jak to często bywa wszystko jest przerysowane i zapewne w tym tkwi problem w interpretacji „(corpo)Życia”… A tak poza tym jedna „corpo” innemu „corpo” nie równe… najważniejsi są chyba jednak ludzie – współpracownicy to oni w znacznej mierze wpływają na klimat miejsca, w którym pracujemy…

      Lubię to

  2. To my tworzymy własną rzeczywistość. To jest odniesienie do tego, co napisałeś w tym tekście, pod tym tekstem, oraz do trzech poprzednich wpisów. Owszem, ludzie tworzą klimat. Ale musimy pamiętać o tym, że po pierwsze – ludzie to nie tylko inni, lecz także my. Na to, jak postępujemy oraz na to, jak postrzegamy otoczenie, mamy ogromny wpływ. Na obydwie sprawy w równym stopniu. Więc po pierwsze – nasze własne postępowanie. Odrzucić uprzedzenia, robić swoje dobrze, brać odpowiedzialność za swoje działania, nie przerzucać jej na innych, poddawać swoje działania refleksji. Po drugie – nastawić się do innych przychylnie, pamiętając, że też są ludźmi, więc jak i my mają ludzkie słabości, gorsze dni, problemy, które ich czasem przytłaczają i rzutują czasowo na ich stosunek do otoczenia, przeżywają swoje troski tak, jak my i niekoniecznie mają odwagę lub widzą sens i cel w ich komunikowaniu, co nie umniejsza i nie niweluje tych problemów. Empatia to klucz do dobrych relacji z otoczeniem i dobrego samopoczucia, do zrozumienia postępowania innych, ich pobudek. Ale oczywiście bywa i tak, że w corpo naprawdę jest źle, bo prawdą jest, że „ryba psuje się od głowy”. Jeśli szef jest osobą nieetyczną, lubi otaczać się ludźmi, którzy mu przyklaskują, którym podobnie jak jemu przyświecają niskie pobudki, którzy są klakierami i nie komunikują szczerze ze strachu przed zwolnieniem lub utratą korzyści i są za taką postawę przez niego nagradzani. Wtedy nie trzeba narzekać, lecz poszukać innej pracy. Bezwzględnie i stanowczo. Pewnych postaw nie zmienimy, ludzi nie reformujemy, jeśli dostrzeżemy, że to, co robią, to nie słabość, ale ich życiowe motto, ich strategia postępowania. I jeśli zauważymy, że zasada „robić swoje i robić to dobrze” w takich okolicznościach nie działa, to pracę się zmienia i już, nie ma przebacz i daj kolejną szansę. Ja z taką pracą pożegnałam się dwukrotnie, przy czym w jednym przypadku to ja zrezygnowałam po trzech miesiącach, w drugim to ze mnie zrezygnowano po roku, ale bardzo dobrze się stało, że ze mnie zrezygnowano, bo kompletnie nie było nam po drodze.

    Lubię to

    1. Empatia rzeczywiście jest kluczową cechą w relacjach z innymi ludźmi – bez „niej” trudno o wartościowe relacje…

      Tak to prawda tworzymy rzeczywistość, w której żyjemy lecz niestety nie na wszystkie jej składowe mamy zauważalny wpływ…

      Dostrzeganie w ludziach dobra i cech pozytywnych zdecydowanie wpływa na relacje z nimi ale również na nas samych – zdecydowanie przyjemniej żyje się w Świecie, w którym ludzie się wzajemnie szanują i dostrzegają w sobie niezwykłość…

      Jeżeli chodzi o kwestie związane z pracą to oczywiście masz rację – jeżeli z jakiegoś powodu nam nie odpowiada i źle się w niej czujemy powinniśmy ją zmienić lecz niestety z tym również bywa niekiedy problem…

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s