(Za)ryzykuj i (za)ufaj…

Ufanie innym ludziom (zawsze) obarczone jest (pewnym) ryzykiem…

Lecz (po)mimo niebezpieczeństwa (za)ufać musimy – zakładając, że zależy nam na „wartościowej relacji z innym człowiekiem”…

Bez (za)ufania nie zbuduje się „silnej więzi” bez której trudno mówić o „bliskości”…

Oczywiście można poprzestać na „płytkich relacjach” z innymi ludźmi ale…

Czy są „one” cokolwiek warte…?

Oczywiście o wartości można mówić w przypadku każdej relacji z innym człowiekiem ale… Jeden człowiek innemu pod względem znaczenia nigdy nie będzie dla nas równy…

Jakość czy ilość…?

Pojawia się jeszcze kwestia liczby ludzi, z którymi mamy kontakt, a liczba tych, którzy realnie są nam pod jakimś względem bliscy – ilość, jakość, wartość i znaczenie…

Ktoś kogo widujemy codziennie może nam być obcy, a inna osoba mimo iż ma z nami znacznie rzadszy kontakt może być dla nas „bratnią duszą”…

Czy rozwiązania „połowiczne” nie istnieją…?

A co ze „Złotym środkiem”…?

Nie można mieć wszystkiego…?

„Coś za coś” – zawsze jest „coś za coś”…

Zaufasz, zaangażujesz się, poświęcisz czas, wysiłek, będziesz się starał, a mimo to… no właśnie niczego do końca pewni być nie możemy…

Wszystko albo nic…?

„Kto nie ryzykuje ten nie żyje…?”

Żyje lecz o „pełni życia” w takiej sytuacji mowy być (raczej) nie powinno…

„Od miłości do nienawiści”…?

Od przyjaźni do wrogości…?

Najczęściej „ze skrajności popadamy w skrajność” – najczęściej co nie znaczy, że zawsze lecz jednak często…

Tam gdzie „wartościowe relacje” i „silne więzi” tam również emocje, a one jak wiadomo bywają niekiedy (bardzo) złym doradcą… w konfrontacji z emocjami bywamy, a tak naprawdę najczęściej jesteśmy bezsilni… konflikty, kłótnie i „emocjonalne wybuchy” pojawiają się między ludźmi, którzy nie są dla siebie obojętni…

(Za)ufać czy nie (za)ufać – oto jest pytanie…(?)

Reklamy

4 uwagi do wpisu “(Za)ryzykuj i (za)ufaj…”

  1. Zaufanie to dziwne zwierzę. Za dużo – i człowiek ląduje w czarnej dupie. Za mało – i się zostaje zgorzkniałym, podejrzliwym ramolem. Ciężko znaleźć ten złoty środek. Myślę, że trzeba się sparzyć odpowiednio dużo razy, żeby się porządnie nauczyć zaufania. Ja osobiście oberwałem po dupie już tyle razy, że zrobiłem się bardzo ostrożny w te klocki. Przez cztery lata spłacałem całkiem pokaźny kredyt (nowe auto bym za to kupił…), bo mi się kiedyś zachciało komuś za bardzo zaufać.

    Trudny temat.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s