Dobry tekst…

Chcemy „dobrze pisać” – możliwe jak najlepiej czyli najlepiej jak potrafimy, a nawet jeszcze lepiej…

„Od chęci się zaczyna” lecz niestety bardzo często to właśnie na chęciach się (również) kończy…

Ludzie są istotami zaprogramowanymi na ewolucję – ciągłe ulepszanie, poprawianie i stawanie się „coraz lepszą wersją samego siebie”…

Zakładamy, że to co i jak robimy powinno z biegiem czasu stawać się coraz lepsze – lecz czy w istocie zawsze tak jest…?

No cóż… bywa z tym różnie, bardzo różnie – nie zawsze tak jest mimo iż być tak z pewnością powinno…

Weźmy za przykład chociażby pisanie – powinienem pisać coraz lepiej mając na uwadze płynący czas, gromadzone doświadczenia jak i również ćwiczenia, których staram się nie unikać…

Lecz mimo to istnieje ryzyko lub przynajmniej pewne prawdopodobieństwo, że „najlepszy tekst” mam już za sobą – oczywiście najlepszy zachowując proporcje i uwzględniając „indywidualne możliwości jakimi dysponuję”…

To, że inni pisali, piszą i pisać będą lepiej ode mnie nie ma większego znaczenia bo zazwyczaj skupiamy się na sobie i na własnym rozwoju co oczywiście nie zmienia faktu, że możemy, a nawet powinniśmy podziwiać i doceniać innych ludzi…

Bądź tu człowieku mądry i pisz najlepiej jak potrafisz…

Z jednej strony można by było samemu sobie „podciąć skrzydła” uznając, że pisać lepiej się już nie będzie, a inni są dla nas w tej materii niedoścignionym wzorem…

Zaś z drugiej strony można popaść w przeciwną skrajność uznając, że pisze się całkiem nieźle, a może nawet bardzo dobrze osiadając tym samym na (zwiędniętych) laurach, których istnienie było bardzo wątpliwe…

Wracając do tematu – Co kryje się pod pojęciem „dobry tekst”…?

Wartościowy pod względem treści…?

Merytoryczny…?

Wnoszący „coś nowego” do życia czytelnika…?

„Dający do myślenia”…?

A może wystarczy, że jest czytany przez „szersze grono ludzi” – „klikalny”…?

I w tym miejscu wypadałoby samemu sobie odpowiedzieć na pytanie:

Piszemy dla siebie czy jednak piszemy dla innych…?

Oczywiście pisząc dla siebie możemy jednocześnie pisać dla innych lecz… nie zawsze ów przełożenie się sprawdza…

Mając na uwadze „to miejsce” pisanie wyłącznie dla siebie jest jednak bardzo wątpliwe… upubliczniając to co piszemy przestajemy to robić tylko i wyłącznie dla siebie – podświadomie i nieustannie poszukujemy czytelników…

Czy kiedykolwiek możemy być pewni, że dany tekst jest dobry…?

Zawsze może być lepszy… nigdy nie jest i nie będzie idealny – tyczy się to wszystkiego więc nie ma co się (przesadnie) przejmować…

Czy napiszę kiedyś „dobry tekst”, z którego naprawdę będę zadowolony…?

To się dopiero okaże, a obecnie piszę jak potrafię i zapewne pisać dalej będę no chyba, że… pisanie frajdy dawać już mi nie będzie…

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Dobry tekst…”

  1. Czasem zazdroszczę (ale tak pozytywnie, dla siebie samej inspirująco, z podziwem), że ktoś pięknie i celnie potrafi spuentować sytuację jednym celnym sformułowaniem, celną uwagą, lub spokojną rozważną refleksją. Forma niekoniecznie jest tu najważniejsza, najważniejsza jest…? No właśnie. Czasem też zazdroszczę, podziwiam, inspiruje mnie czyjeś pisanie na blogach w książkach, zachęca do podjęcia dyskusji, dialogu (z autorami książek także sobie dyskutuję, żeby nie było :-). ) Najważniejsza jest… uczciwość. Tak, chyba tak bym to ujęła. Uczciwość w tym, co się pisze, pisanie od prawdziwego siebie, dla prawdziwego siebie, nie pod publiczkę, nie dla czyjejś aprobaty, czasem z humorem, czasem nostalgicznie, tęsknie, czasem gawędziarsko, a czasem bez rozwlekania się, po żołniersku, krótko i na temat, ale szczerze, autentycznie, prawdziwie. Wiesz, ja czytam taką masę książek, że nie potrafiłabym powiedzieć, które pisanie wolę, bo lubię pisanie bardzo różnorodne, czasami bardzo, bardzo od siebie odległe w formie, chodzi o to, żeby to, co czytam, w jakiś sposób mnie ujęło, zatrzymało, a to zresztą zależy od naszego wewnętrznego nastroju, danej chwili, przeżyć, atmosfery, doświadczeń, bieżących potrzeb. Był taki czas, że zaczytywałam się w makabreskach, w kryminałach, horrorach, później w dziennikach, następnie w biografiach, w pamiętnikach, lubię też powieściowe bajanie i gawędziarstwo, albo ciche spokojne rozważanie. U Ciebie jest takie właśnie ciche, spokojne, niewymuszone rozważanie. Niedobre jest pisanie dla poklasku, pod oczekiwania, prawie zawsze powieści psują się, kiedy autor ma narzucony rygor, przez oczekiwania wydawcy, pod termin, stosownie do wiążącej go umowy albo zatracając ducha i ulegając oczekiwaniom grupy czytelników. Kto siebie gubi, nie może pisać dobrze.

    Polubienie

    1. Twoja puenta jest niezwykle trafna – „Kto siebie gubi, nie może pisać dobrze.” W pełni się z Tobą zgadzam – teksty „wymuszone”, na zamówienie, nacechowane rygorem formy i napiętnowane (zbyt) krótkim terminem realizacji tracą bardzo wiele – tracą to co najcenniejsze czyli naturalność i wolność jaka powinna cechować każdego artystę w akcie tworzenia… (Prze)czytać warto wszystko przynajmniej po to aby wyrobić sobie zdanie, opinię na bazie, której poznamy swoje własne potrzeby jeżeli chodzi o to czego od czytanych testów oczekujemy… moja zazdrość jaka pojawia się względem piszących również ma znamiona tej pozytywnej – inspiruje mnie to co i jak piszą inni… uczymy się całe życie – zwłaszcza od innych ludzi…

      Polubienie

  2. Temat jest niebanalny. Wszystko zaczyna się od pytania: Co świadczy o „dobrości” danego tekstu? Nie ma na to pytanie poprawnej odpowiedzi, ponieważ tekst ma odbiorców, a ci są zróżnicowani i każdy będzie myślał o tekście coś innego. Bardzo szeroko i szczegółowo ujął ten temat mój ulubiony Staś od Lemów w swojej „Fantastyce i futurologii”, gdzie rozpisuje się nad fenomenem popularności dzieł literackich. Książka, która „trafi” we właściwy czas i miejsce, nagle okazuje się bestsellerem, chociaż obiektywnie jest taką samą szmirą, jak tysiące innych. Z kolei dzieła obiektywnie wartościowe często przelatują bez echa, bo nie powstały we właściwym czasie lub miejscu, albo „jakoś” przefluktuowały ku nicości, niczym pchana brownowskimi ruchami cząstka kurzu w szklance.

    Przypadkowość też gra dużą rolę w procesie popularyzacji tekstu. Sam się dziwię, że niektóre moje teksty osiągnęły kilkanaście tysięcy odsłon w jeden dzień, chociaż pisałem je całkiem od czapy, w pół godziny i „na kolanie. Z kolei inne, na które poświęciłem kwartał, przeszły całkiem bez echa. Całkiem jakby ktoś gdzieś rzucił kostką i stwierdził: o, ten tekst jest teraz na topie, a tamten do bani. Całkiem przypadkowo.

    Taki lajf, panie.

    Polubienie

    1. Nasz „Lajf” jest przedziwną grą, a rola przypadku i zbiegu okoliczności odgrywa niekiedy, a może nawet bardzo często kluczową rolę… można na tą kwestię spojrzeć od samego początku – samo nasze pojawienie się na Błękitnej Planecie było swoistego rodzaju przypadkiem – wygranym losem na loterii… to, że wciąż żyjemy (uwzględniając mogące się pojawić zagrożenia) jest szczęściem, z którego zazwyczaj nie zadajemy sobie sprawy…

      A tekst to tylko mniej lub bardziej fajny dodatek do życia…

      Tak długo jak pisanie sprawia nam przyjemność powinniśmy to robić nie zważając odbiór tego co i jak piszemy… 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s