Podglądactwo…

Ciekawe co dzieje się u innych…

Ciekawe co robią sąsiedzi…

Ciekawe co inni ludzie robią w wolnym czasie…

Spoglądałeś kiedyś przez „judasza” gdy usłyszałeś, że ktoś idzie po klatce schodowej…?

Zapewne nie… bo to nieładnie… bo i po co miałbyś to robić…(?)

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym jakie życie prowadzą ludzie, którzy żyją „tuż obok Ciebie”…?

Oczywiście, że nie bo masz swoje życie i tylko swoim życiem powinieneś się zajmować…

A może jesteś ciekawy tego co robią po pracy Twoi współpracownicy…?

To ich sprawa i z pewnością nie ma to dla Ciebie najmniejszego znaczenia i interesować Cię nie powinno…

„Rąbek tajemnicy” uchylają przed Tobą „znajomi” na „portalach społecznościowych” – chociażby Facebook – „Targowisko próżności”… lecz w blichtrze i sztucznie kreowanym wizerunku trudno dostrzec prawdę o realnie prowadzonym przez nich życiu…

Na Facebook-u jesteśmy „Królami życia”, a wszystko co robimy jest wyjątkowe, niezwykłe – przyziemne problemy nie istnieją…

Zdjęcia dóbr materialnych, wrażenia z wyjazdów, wakacji, sukcesy, osiągnięcia…

Praca…?

„Szlachta nie pracuje…”

Codzienność jest nudna, a nawet gdy nudna nie jest to z pewnością daleko jej do scenariusza filmu sensacyjnego, a tym bardziej komedii… to znaczy bywa sensacyjnie, dramatycznie, a i komedii czasami doświadczamy lecz mimo to czegoś nam brakuje…

Z jednej strony chcemy innych podglądać, a z drugiej strony robimy bardzo wiele aby uniknąć podglądania nas samych – oczywiście zarówno w jednej jak i w drugiej sytuacji pojawiają się pewne odstępstwa…

Interesujemy się życiem „gwiazd”, „celebrytów”, „ludzi ze świecznika” pragnąc w pewnym stopniu uczestniczyć w ich życiu, a może tylko ogrzać się w ich blasku…

Jednocześnie interesują nas ludzie podobni do nas samych – prowadzący życie podobne do naszego…

Plotki, ploteczki, dramaty większe lub mniejsze…

A sukcesy, zwycięstwa i osiągnięcia…?

No cóż… już tak nie do końca… gdy komuś podobnemu do nas samych uda się coś „więcej”… z jednej strony jest to dla nas inspirujące i motywujące lecz z drugiej strony pojawia się pewna zazdrość i „uczucie niesprawiedliwości”…

Stajemy się ślepi i bagatelizujemy nakład pracy jaką ktoś włożył w konkretne osiągnięcie…

A gdyby tak podejrzeć siebie samego…?

Spojrzeć na swoje życie z perspektywy „drugiej osoby”…

Jakie poczucie, odczucie i jakie myśli kłębiłyby się w naszej głowie…?

Jest całkiem nieźle…(?)

Niczego bym nie zmienił/zmieniał…(?)

Jestem pod wrażeniem…(?)

A może byłbym zażenowany…(?)

„Raz na jakiś czas”, a z pewnością czasami każdy myśli o sobie i swoim życiu konfrontując, porównując „je” z życiem innych – mniej lub bardziej do siebie samego podobnych…

Wnioski zazwyczaj zachowujemy dla siebie nie chcąc wystawiać się na ostrzał mogącej się pojawić krytyki…

Błędy i wady (zazwyczaj) dostrzegamy w innych – nie mamy z tym (większego) problemu lecz jednocześnie o swoich wadach ale… również zaletach trudno nam mówić…

Podglądaliśmy, podglądamy i będziemy podglądać i pewni być możemy, że nas również podglądają…

No i co z tego…?

Raczej nic…

To (chyba) normalne…(?)

Reklamy

8 uwag do wpisu “Podglądactwo…”

  1. Strasznie „porwany” ten wpis, za to celny. Ja staram się prowadzić w życiu politykę wdupiemania, wyznaję też niewtykanienosawnieswojesprawizm, bardzo pomocna religia 😉 Na FB konta nie mam (ok, mam, ale zero znajomych, zero grup, zero postów na wallu, używam wyłącznie do Messengera). Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć co u mnie, niech wpada na kawę albo zadzwoni, takie wirtualne podglądactwo ssie jak radziecki odkurzacz.

    Spoglądanie na siebie samego „z boku” jest trudne, ale nie niemożliwe – i też bardzo pomaga. Dystans do samego siebie to połowa sukcesu. Ta większa!

    Pozdrawiam zza blogowej miedzy.

    Lubię to

    1. Mam świadomość braku spójności wpisu, który opublikowałem – w sumie to większość z publikowanych przeze mnie postów tym się charakteryzuje… 😉

      „Polityka wdupiemania” jest chyba najlepszą z możliwych – czasami trudną do wprowadzenia ale zdecydowanie to najlepsza filozofia jaką możemy się kierować w swoim życiu – popieram… 🙂
      No właśnie realnego kontaktu nic i nigdy nie zastąpi, a jednej prawdziwy znajomy znaczy więcej niż tysiąc na Facebook-u…

      Dystans do siebie samego, Świata i swojego życia przy jednoczesnym braku napinania się i bez wmawiania samemu sobie, że „coś” musimy…

      Pozdrawiam 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Przestań, przestań! Zapowiadają burze i… już lecą CyfrowoAnalogowe ‚grzmoty’ 😉
    I to jest (ko)lekcja – dla Ciebie, Autorze… (to czego nie lubisz u/w innych, powinieneś uzdrowić w sobie; to oczywiście tylko drobna sugestia z przymrużeniem oka 😉

    xpil… podoba mi się Twój komentarz i Twoja polityka… Lubię to! 🙂
    Lubię, choć chyba nie mam tego samego… i tam gdzie Ty (to) masz…
    Ale mam na siebie sposób: zadaję sama sobie pytanie: Co mi to daje i czy mnie to rozwija? oczywiście mam na myśli udział… w tym wypadku aktywność na portalach społecznościowych.
    Jeśli rozwija, ok. Bo lubię ze wszystkiego coś „wynieść”, wziąć dla siebie, czasem jest to cytat, inspiracja muzyczna, czasem wartościowy kontakt, który przerodzić się może w cenną znajomość… a żeby nie zwariować od natłoku bodźców zewnętrznych, ograniczam swój udział do jednego ‚miejsca’ w danym czasie. Wiem, że ten czas… kiedyś przeminie, a upodobania poszukają nowych kierunków. Więc mówię sobie… spoko! 😉

    P.S. Królową i tak jestem. We własnym królestwie 🙂

    Lubię to

    1. Ostatnio burze stały się naszym „chlebem powszednim” i niestety nie doświadczamy tylko cyfrowych „grzmotów”… 😉

      Ależ u innych lubię bardzo wiele, a to, że dokonuje analizy to już inna kwestia – w końcu muszę mieć o czym pisać… czasami nawet „kij w mrowisko” jestem zmuszony włożyć… 😉

      Nie krytykuję tylko bawię się ironią śmiejąc się z pewnych zachowań i dokonując analizy charakteru obecnych czasów… może nie bardzo aktywnie ale… sam również korzystam z „portali społecznościowych” – wszystko dla ludzi… jeżeli człowiek potrafi i chce to z takiej formy komunikowania się i rozwijania może wynieść wiele pozytywnego… tylko dla mnie czymś innym jest wymiana poglądów, inspirowanie się przemyśleniami nietuzinkowych ludzi i poznawanie twórczości artystów od spamowania „portalu społecznościowego” zdjęciami pomalowanych paznokci ale oczywiście każdy ma prawo robić co uważa…

      Moda ma to do siebie, że przemija i po chwili pojawia się nowa… 🙂

      Ps. Oby nasze królestwa były zawsze najwspanialsze… 🙂

      Lubię to

      1. A wkładaj (kij) i mieszaj, ostatnio zauważyłam wysyp mrówek 😉
        Bardzo mnie cieszy, że mamy możliwość wyboru, chociaż nie zawsze mamy możliwość bycia tam, gdzie byśmy chcieli być w danej chwili.

        Lubię to

        1. Mrówki to bardzo pracowite ale i ciekawe stworzenia – czasami można je chwilę podenerwować aby je później poobserwować… 😉

          Niestety nasze wybory w pewnym stopniu ale jednak zawsze są determinowane jakimiś czynnikami zewnętrznymi… być tam gdzie w danej chwili być by się chciało – prawie zawsze chcielibyśmy być gdzieś gdzie z jakiegoś powodu być nie możemy… ale spoko – tu gdzie jesteśmy też jest całkiem nieźle… 🙂

          Lubię to

  3. A ja trochę dłużej, niż Mądrze Piszący Kolega zza Miedzy, bo znów się wpisałeś tym wpisem w moje dzisiejsze przemyślenia (doświadczenia?), a akurat czekam sobie na pana z nowym łóżkiem, to się tymi przemyśleniami podzielę :-).

    Kiedyś byłam o wiele szybsza i bardziej wyrywna w ocenach. „O, znowu babcia siedzi w oknie, cheche, pewnie nie ma nic do roboty”, coś w tym stylu.

    Dziś już nie. Dziś sobie myślę, że dobrze, jeśli staruszki siedzą w oknach i że rozumiem, że siedzą w oknach. Po po pierwsze, i starsza jestem, i perspektywa samotnej starości jest mi wobec tego już bliższa, i starszych, mniej energicznych i bardziej podatnych na przemijanie sąsziadów mam (przeminięcia nagłego kilku moich sąsiadów już doświadczyłam, ale na pewno mniej boleśnie, niż ich najbliżsi, którzy od tamtego dnia są bardziej – czasem boleśniej – samotni, a i swojego nagłego osamotnienia przez najbliższych boleśnie już doświadczyłam. Tak że ta wyrywność w ocenach mi osłabła. Z drugiej strony – jeśli w oknie siedzi życzliwy człowiek, a nie człowiek zlośliwy, to jego zanteresowanie jest potrzebą większej bliskości z drugim człowiekiem, a nie plotkowania jako wypełniacza życia. Ja mam chyba samych fajnych i życzliwych sąsiadów, jak tak się rozglądam. Tak mi się jakoś trafiło. I korzyść może przynieść takie zainteresowanie. Człowiek biega, nie dojrzy, babunia siedzi, dostrzeże ogień lub dym w mieszkaniu naprzeciwko, zareaguje, kogoś uratuje. Jest ok.

    „Ciekawe co dzieje się u innych…”. „Ciekawe, co robią sąsiedzi…” Jeśli to zainteresowanie podyktowała życzliwość, nie ma problemu. Czasem myślę „ciekawe, co tam u mojej sąsiadki staruszki, bo jej z miesiąc nie widziałam”. Nigdy „ciekawe, skąd sąsiad wziął na ten nowy samochód”, bo to mnie akurat nie ciekawi zupełnie.

    „Ciekawe co inni ludzie robią w wolnym czasie…”. Tak, zwłaszcza jak wiem, że ta osoba, do której zajrzę (którą podejrzę?) ma tysiące świetnych pomysłów na spędzanie wolnego czasu, a nóż widelec czymś mnie zainspiruje, coś fajnego u niej podpatrzę, o kurczę, nie wiedziałam, że grają taki super film, gdybym nie zajrzała, to bym przegapiła. Ale nigdy: „ciekawe, z kim to sąsiadka się znowu w wolnym czasie…. prowadza”. To mnie nie interesuje zupełnie.

    „Spoglądałeś kiedyś przez „judasza” gdy usłyszałeś, że ktoś idzie po klatce schodowej…?”. Jak wracają dzieci sąsiadki z góry z imprezy ciut za głośno jak na porę, to nie. Też miałam ich lata, też biegałam na imprezy i też czasem wracałam zbyt głośno jak na porę. Ale jeśli usłyszę łomot, huk, jakby ktoś spadł ze schodów, albo jakieś dziwne odglosy, np. jakby ktoś się bronił lub próbował krzyknąć, a nie może, to tak. Nie tylko zajrzę przez judasza, wyjdę z jakąś podręczną patelnią, na ewentualną potrzebę 🙂

    „Zapewne nie… bo to nieładnie… bo i po co miałbyś to robić…(?)” No napisałam właśnie, dlatego. By ewentualnie pomóc, jeśli jest taka potrzeba.

    „Zastanawiałeś się kiedyś nad tym jakie życie prowadzą ludzie, którzy żyją „tuż obok Ciebie”…?”. Nie. I na to chyba nie ma wpływu upływ czasu, za bardzo jestem zajęta swoim życiem.

    „A może jesteś ciekawy tego co robią po pracy Twoi współpracownicy…?” Co robią ci, którzy mnie interesują i z wzajemnością wiem, bo mam ich w większości na facebooku, albo sami się chwalą przy śniadaniu w pracy :-). Ja też się czasem chwalę, co robię po pracy, albo co robiłam wczoraj :-).

    „Rąbek tajemnicy” uchylają przed Tobą „znajomi” na „portalach społecznościowych” – chociażby Facebook – „Targowisko próżności”… lecz w blichtrze i sztucznie kreowanym wizerunku trudno dostrzec prawdę o realnie prowadzonym przez nich życiu…” To zależy, czy mamy na facebooku znajomych, czy „znajomych”. Jak ktoś ma ich siedemset czterdziestu ośmiu lub nawet dwieście pięćdziesiąt, to pewnie część z nich to jedynie „znajomi”. Ja mam na facebooku znajomych. I zaledwie kilka osób, których do końca nie znam, ale którzy zaprosili mnie i wzbudzili czymś moje zaufanie, ale nie mam na dzień dzisiejszy pojęcia, czy się kreują, czy są prawdziwi. Okaże się w praniu, a pierze się długo 🙂

    Codzienność nie jest nudna. Ale samotność bywa przygnębiająca – nie masz z kim pogadać o tym, co cię zachwyciło, jak nie masz nawet kota czy psa (ja na szczęście jeszcze dziś mam), to nie bardzo masz się do kogo przytulić, im dzieci starsze, tym więcej mają własnych spraw na głowie – ale żeby się nudzić? To niemożliwe.

    „Z jednej strony chcemy innych podglądać, a z drugiej strony robimy bardzo wiele aby uniknąć podglądania nas samych”. A widzisz. Mam bloga. Nic na nim już dziś nie piszę, chyba że sobie wkleję jakiś cytat, który mnie ujął, wrzucę sobie link z wydarzenia, w którym brałam udział, jakieś zdjęcia lub muzyczkę, żeby mieć pod ręką – no nic szczególnego, a mimo to od dawna jest zahasłowany. Chyba się pewnego dnia speszyłam pytaniem, który jakaś przypadkowa osoba mi na nim zadała. „Jaki jest sens wrzucania filmów, linków i cytatów, to nie rozumiem”, stwierdziła i sobie poszła. Hmmm… no dla mnie jest, ale może dla innych to rzeczywiście większego sensu nie ma? Bo nie recenzuję, bo nie komentuję, traktuję go wyłącznie jako pamięć podręczną. Ale też – jakby ktoś chciał tam zajrzeć, to hasło mogę dać, czemu nie. I może kiedyś odkryję, jak już do tego dojrzeję wewnętrznie 🙂

    „Interesujemy się życiem „gwiazd”, „celebrytów”, „ludzi ze świecznika” pragnąc w pewnym stopniu uczestniczyć w ich życiu, a może tylko ogrzać się w ich blasku…” Nie interesuję się, chyba że to dotyczy moich osobistych „gwiazd”, bo wśród najbliższych kilku przyjaciół mam też takich, które są jednocześnie osobami publicznymi. Ale raczej nie ich życiem jako takim, a raczej tym, czy u nich nadal wszystko w porządku. Jasne, że lubię się ogrzewać, ich życzliwością, ciepłym słowem, rozmową, to na bank 🙂

    „Jednocześnie interesują nas ludzie podobni do nas samych – prowadzący życie podobne do naszego…” Jak najbardziej. Bliska ciału koszula 🙂

    „Plotki, ploteczki,” – nie dbam.

    „dramaty większe lub mniejsze…” – jeśli tylko mogę pomóc lub na coś się przydam.

    „A sukcesy, zwycięstwa i osiągnięcia…?” – cieszą niepomiernie, są powodem do osobistej radości.

    „No cóż… już tak nie do końca… gdy komuś podobnemu do nas samych uda się coś „więcej”… z jednej strony jest to dla nas inspirujące i motywujące lecz z drugiej strony pojawia się pewna zazdrość i „uczucie niesprawiedliwości”…” – nigdy się nie pojawia, nie wiem, co to zazdrość o czyjeś osiągnięcia, swoich mam pod dostatkiem.

    „Stajemy się ślepi i bagatelizujemy nakład pracy jaką ktoś włożył w konkretne osiągnięcie…” Nie, nie bagatelizuję, wręcz przeciwnie.

    „A gdyby tak podejrzeć siebie samego…?” Robię to nieustannie 🙂

    „Spojrzeć na swoje życie z perspektywy „drugiej osoby”…” – chciałabym umieć. Niestety, nie jestem pewna, czy potrafię.

    „Jest całkiem nieźle…(?)” – dopóki zdrowie dopisuje, to tak.

    „Niczego bym nie zmienił/zmieniał…(?)” – nieustannie coś zmieniam :-). Dziś dostałam nowy kafelek. Prześliczny, starannie opakowany, a i tak pęknięty na pół. To nic. Podobno pęknięcia kiedyś kleiło się złotem. Dowodzą „przeżyć” przedmiotu. Złota pod ręką nie mam, ale Kropelkę znajdę.

    „Wnioski zazwyczaj zachowujemy dla siebie nie chcąc wystawiać się na ostrzał mogącej się pojawić krytyki…” Jak ja bym chciała usłyszeć, co myślą o mnie inni, jeśli jest to szczera i obiektywna, życzliwa ocena tego, czego sama mogłabym nie być w stanie dostrzec. Problem w tym, że ludzie boją się być szczerzy w ocenach. No cóż, nie wiedziałabym, jak to zmienić.

    Błędy i wady (zazwyczaj) dostrzegamy w innych – nie mamy z tym (większego) problemu lecz jednocześnie o swoich wadach ale… również zaletach trudno nam mówić…

    No i wyszło na to, że znowu ja, mnie, moje, o mnie…. tyle, że żeby odnieść się do swoich poglądów, nie mogę pisać: „tak bywa”, „bywa, że”, „niektórzy” itd., bo wtedy nie przedstawiam swoich poglądów. Sprawiam, że stają się nieczytelne

    Ale przejdę do tej normalności. Do ostatniego pytania. Bo to właśnie dziś sobie zadałam. I jeśli wiem, że kimś lub mną powoduje życzliwość, przychylność, troska, potrzeba bliskości, fakt, że się martwię lub szczerze interesuję, a jednocześnie nie przekraczam granic, za którymi ciekawość zmienia się w ingerencję (włamanie, naruszenie czyjejś prywatności wbrew wyznaczonym granicom), to jest to normalne. Przykładowo, jeśli prowadzisz otwartego bloga, to czuję się upoważniona, by czytać i komentować. Ale jeśli go zahasłujesz, ja się nie włamię, pójdę sobie i zrozumiem. Podobnie, nie zajrzę do komórki mojego mężczyzny lub dziecka, żeby sprawdzić, kto do niego pisze i z kim się umawia, nawet żeby mnie skręcało (nie skręca), zajrzę natomiast wtedy, kiedy mi mężczyzna przepadnie bez śladu i w żadnym szpitalu go nie znajdę, a komórkę zostawi w domu. Z tym, że jak mi dzieciaki znikały, to też się nie włamywałam na ich konta na facebooku, tylko raczej robiłam raban, pisząc do dostępnych znajomych, czy czasem gdzieś ktoś, że już wolały mnie uczynić swoją znajomą dla świętego spokoju (no i mniej znikać bez śladu :-). Jeśli mój były partner ma publiczne konto, na którym czasem zamieszcza zdjęcia, a dla mnie jest to jedyne miejsce, na którym mogę się upewnić od czasu do czasu, że żyje, to to nie jest podglądactwo. Ale gdyby te zdjęcia na nim ukrył, dałby mi wyraźny sygnał, że jestem intruzem, a ja nie lubię być intruzem, zwłaszcza jeśli wiem, że ktoś mnie za intruza uważa lub się po prostu mnie boi. I nie szukałabym drób nieuprawnionego dostępu. Prywatne to prywatne, nie chcesz, to nie, byle być jednoznacznym i czytelnym.

    Bo nasze intencje to jedno i tych możemy być pewni, a także i przede wszystkim – mamy na nie wpływ. Ale na czyjś strach, uprzedzenia, negatywne nastawienia, obawy – wpływu za bardzo nie mamy, tak jak nie mamy dostępu do czyichś myśli ani uczuć. Te zależą wyłącznie od drugiego człowieka.

    Tak więc – zainteresowanie nie. Wyjrzeć przez judasza, jeśli czujesz, że coś złego kogoś spotyka, tak, zapukać do sąsiada, jeśli przez tydzień go nie widzisz, tak, zerkać sobie na zdjęcia – tak. Włamywać się, nie, obchodzić zabezpieczenia nie, podszywać się pod kogoś innego, by dostać się podstępem na chroniony przed sobą teren – nie, zaglądać przez dziurkę od klucza, co robi córka ze swoim chłopakiem albo czytać jej listy lub smsy bez wyraźnego zaproszenia ani bez realnego zagrożenia jej zdrowia lub życia – nigdy. Człowiek powinien wyczuwać granice dostępu. Jeśli ich nie wyczuwa – to znaczy, że ma problem.

    Czasem zaś – to też z własnego podwórka, komuś się zdaje, że nasze zainteresowanie jego życiem w dostępnych, dopuszczalnych granicach to ingerencja, a nie dostrzega tego, że zostawił nas z pytaniami, na które mieliśmy prawo znać odpowiedź, usłyszeć te odpowiedzi od niego. Ale to już temat na inną rozmowę.

    Tym razem chyba już przeszłam samą siebie w długości komentarza :-).

    Polubione przez 1 osoba

    1. Może mi być tylko wstyd, że mój stworzony na szybko i niechlujnie wpis doczekał się aż tak treściwego i wartościowego komentarza…

      Trudno mi cokolwiek mądrego dodać do tego co już sama napisałaś…

      Gdyby każdy tak myślał i swoje myśli skutecznie potrafił wprowadzać w życie nam wszystkim żyłoby się ze sobą lepiej…

      Aby dostrzegać w ludziach dobro i uwypuklać ich zalety jednocześnie bagatelizując wady…

      Żyć swoim życiem nie wtrącając się w życie innych…

      Czy jest to możliwe…?

      No cóż… tak byłoby idealnie…

      Serdecznie pozdrawiam 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s