Lubisz swoje życie…?

To oczywiste, że lubisz swoje życie ale… pojawia sie pytanie – Jak bardzo lubisz swoje życie…?

Bardzo czy jeszcze bardziej…?

A może jednak masz do swojego życia (pewne) zastrzeżenia…?

Jeżeli tak to jakie…?

Umiesz samemu sobie odpowiedzieć na to pytanie…?

A może jednak przydałaby się jakaś podpowiedź od kogoś „z zewnątrz”…?

Podpowiedzi „z wnętrza” od ludzi emocjonalnie z Tobą związanych mogą być i z pewnością są zafałszowane – nie jesteśmy w pełni obiektywni wobec ludzi nam najbliższych…

Emocje zniekształcają obraz – dotyczy to zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych…

„Od miłości do nienawiści” – trudno pokusić się o wyważony „złoty środek” wydając opinię o konkretnej osobie z, którą nas coś łączy lub też łączyło…

No dobrze ale… pytanie o odbiór życia powinieneś zadawać sam sobie i to regularnie aby uświadomić sobie co należałoby zmienić aby było lepiej niż jest – bo „zawsze lepiej być może”…

Jak już postawisz diagnozę to zastanów się nad tym co i jak można poprawić aby żyło Ci się lepiej… zdecydowanie szkoda życia na ciągłe akceptowanie wad – zwłaszcza tych, które mogą zostać naprawione, poprawione i zniwelowane…

Oczywiście „wszystko pięknie wygląda w teorii”, a gdy przychodzi nam przejść do czynów to pojawia się problem – cała masa problemów…

No dobrze ale… od czegoś trzeba zacząć, a zdefiniowanie problemu to podstawa będąca jednocześnie linią startu…

Lubimy swoje życie co nie zmienia faktu, że moglibyśmy, a może nawet powinniśmy lubić „je” jeszcze bardziej…

(Po)lub swoje życie, a i one polubi Ciebie…

A jeżeli „coś” jest nie tak…?

To zmień to – postaraj się „to” zmienić…

„Droga (bywa) ważniejsza niż cel…”

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Lubisz swoje życie…?”

  1. O, widzisz, pod poprzednim postem odpowiedziałam od razu na dwa :-). Tak, lubię. I wiem, jak sprawiać sobie przyjemności. Przykładowo teraz (w ramach oddechu od pisania, lub raczej nabierania dystansu do tego, co już napisałam, robię dywan. Duży, metr osiemdziesiąt na dwa sześćdziesiąt, z wełny, skóry naturalnej i filcu. I maluję obrazy. Ale szafki też, w pejzaże, i generalnie nieustannie upiększam mieszkanie (czynię je takim mieszkaniem „autorskim”, gdzie całe mnóstwo rzeczy będzie wykonanych samodzielnie i według własnego pomysłu. To relaksuje, odrywa od myśli o pracy, wydłuża pięknie każdy dzień i daje satysfakcję, bo widać trwałe efekty. A pomysłów mam jeszcze pewnie na jakieś dziesięć lat, a w planach jeszcze naukę fotografowania (kiedyś tam, jak sobie kupię lustrzankę) :-).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s