Całe (to) szczęście…

Czym jest szczęście…?

Odpowiedź na powyższe pytanie można (spokojnie) pominąć…

Ktoś mógłby się zapytać – Dlaczego…?

Gdyż, ponieważ za pewnik można uznać to, że „szczęście nie istnieje”…

Zaraz, zaraz, a przecież są ludzie szczęśliwi – sam widziałem i sam takich spotykałem/spotykam…

No tak, oczywiście są ludzie szczęśliwi, a dokładniej mówiąc są ludzie, którzy bywają szczęśliwi – każdy czasami bywa szczęśliwy – z naciskiem na słowo „bywa”…

Szczęście samo w sobie nie istnieje – jest pojęciem abstrakcyjnym – fizycznie nie istnieje lecz bardzo fizyczne i materialne mogą być ciała mniej lub bardziej niebieskie ale również przedmioty pozbawione życiodajnego pierwiastka, które w procesie „wywoływania poczucia szczęścia” odgrywają znaczącą rolę…

Najczęściej to jest „KTOŚ” lecz bywa, że główną rolę przejmuje „COŚ”, a niekiedy to sam „STAN” i konkretnej chwili zbliżona do magicznej aura…

Życie z kimś, dzielenie z tym kimś pasji, hobby, zainteresowań, spędzanie z tym kimś niezwykłych chwil – taka sytuacja przynajmniej czasami powinna manifestować się „odczuwaniem szczęścia” – teoria kontra praktyka tudzież „proza życia” – Jak z tym jest tudzież bywa przekonuje się każdy na własnej skórze…

Partner to nie wszystko – dla niektórych do osiągnięcia szczęścia Partner wystarcza, a inni potrzebują „czegoś” więcej…

Są również osoby, które partnera nie potrzebują – partnera nie mają, a są szczęśliwe – bywają szczęśliwsze od tych, którzy z partnerem idą przez życie…

To się nie dodaje – to znaczy nie ma uniwersalnego, pasującego wszystkim przepisu – „nie ma algorytmu na szczęście”, a może wypadałoby napisać – na szczęście nie ma algorytmu na szczęście…(?)

Żyjemy najlepiej – najlepiej jak wydaje nam się, że żyć powinniśmy, najlepiej jak potrafimy, a tak naprawdę żyjemy „tak jak chcemy”… chcemy „tak”, a nie inaczej i nikt ale to nikt nas nie zmusi do tego abyśmy żyli inaczej jeżeli sami tego chcieć nie będziemy…

Na krótką metę, na chwilę, przez moment możemy się stać istotami powielającymi „ogólnie przyjęty wzorzec” wpasowując się w szablon i żyjąc tak jak inni – im dłużej będziemy „tak żyć” tym więcej czasu stracimy na „nie swoje życie”, a wskazówki zegara tykają nieubłaganie z każdą sekundą przybliżając nas do… końca przygody, gry, teatru zwanego życiem…

Szczęście jest ważne – „nie owijajmy w bawełnę” – „szczęście jest najważniejsze”… nie ważne jak, nie ważne z kim, nie ważne gdzie – najważniejsze aby jak najczęściej doświadczać „poczucia szczęścia”…

Jakieś mniej lub bardziej zawoalowane, trudne do zrozumienia, a tym bardziej nazwana szczęście może dać nam dosłownie wszystko – to zależy tylko i wyłącznie od Ciebie i od tego czego od życia oczekujesz „w tym konkretnym momencie” – niezwykle labilna w swojej płynności jest „nasza ludzka natura”…

No to Ziomki i Ziomalki ciśniemy wixę, poskaczemy na „baletach”, a później możemy wbić do opery lub teatru, no chyba, że złapiemy fazę na wieczór przy Szopenie…

Możemy wszystko lecz z wachlarza możliwości powinniśmy wybierać to co sprawia nam przyjemność – to wszystko co w efekcie może w nas wygenerować poczucie szczęścia…

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Całe (to) szczęście…”

  1. Szczęście to stan naszego umysłu, a nad nim powinniśmy mieć władzę i wiedzieć, co wprawia go w taki stan :-). Ale też nie przesadzajmy z tym trwaniem w stanie szczęśliwości, bo nie tracąc czasem kontroli nad utrzymaniem naszego umysłu w stanie szczęśliwości, w pewnym momencie utracilibyśmy jeden z fundamentów tego stanu – jego wyjątkowość, o którą właśnie w dążeniu do szczęścia tak zabiegamy :-). No i przestalibyśmy doceniać ten stan, zabiegać o jego utrzymanie. Wszystko w naturze wymyślono perfekcyjnie. Nieszczęścia są nam po to potrzebne, byśmy stan szczęśliwości potrafili odróżnić od innych stanów umysłu, docenić go, zabiegać o niego i dbać o jego utrzymanie 🙂

    Lubię to

    1. Wielość stanów emocjonalnych, których doświadczamy sprawia, że nasze życie jest pełniejsze – co nie znaczy, że łatwiejsze… Tylko dzięki kontrastowi potrafimy stwierdzić kiedy – w jakich okolicznościach jesteśmy szczęśliwi, a kiedy radości i szczęścia nam brakuje… Od szczęścia można się uzależnić, a gdy do tego dojdzie pojawia się problem z rozrastającymi się oczekiwaniami jakie mamy względem życia… Bywamy, a może nawet jesteśmy nienasyceni – przyzwyczajamy się do tego co dobre, piękne i wyjątkowe oczekując więcej, więcej i jeszcze raz więcej… 🙂

      Lubię to

      1. Wiesz, z tym bywa różnie. Często nie spodziewamy się nawet, jak bardzo różnie może z tym być. Gdzieś tam po drodze, kiedy osiągniemy już właściwie wszystko, spróbujemy wszystkiego, co miało nam przynieść to wyczekiwane szczęście, okazuje się, że to nie o to nam chodziło, że nie o to w tym szczęściu właściwie generalnie chodzi, by mieć więcej, by więcej oczekiwać, by do osiągnięcia więcej, piękniej, lepiej nieustannie dążyć, że nagle się okazuje, że najbardziej szczęśliwi jesteśmy, kiedy się zatrzymamy. Zamyślimy. Zasłuchamy. Zapatrzymy. I kiedy przestajemy oczekiwać.

        Lubię to

        1. Niewątpliwie wiele jest prawdy w tym co napisałaś – oczekiwania mają tą swoją przypadłość, że potrafią się (przesadnie) rozrastać, a proces ten może nie mieć końca…

          Szczęście może nam dać wszystko lecz mając wszystko możemy nie być szczęśliwi…

          Zatrzymywanie się, spoglądanie z odmiennej perspektywy i umiejętność doceniania przy jednoczesnym cieszeniu się z tego co się ma, kim się jest i jak wygląda nasze życie – to chyba jeden z najlepszych przepisów na szczęście…

          „Szczęście jest w nas…”

          Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s