Dlaczego wszystko czego dotknę zamienia się w złoto…?

„Ten typ tak ma”…(?)

„Szczęście sprzyja lepszym”…(?)

Na każdej pustyni braku sukcesów istnieć musi oaza jawiąca się innym mianem fatamorgany lecz będąca pasmem sukcesów…

Suma sukcesów i ich braku z logicznego punktu widzenia powinna oscylować w okolicy zera, a co za tym idzie niepowodzenia jednych muszą być równoważone sukcesami innych…(?)

Wszyscy nie możemy mieć pecha – ilość negatywnej energii nie jest niewyczerpalna…

Podobnie ma się sprawa ze szczęściem…

Czy wszyscy (i w tym samym momencie) mogą być szczęśliwi…?

Obawiam się, że jednak NIE…

Niezależnie od dziedziny życia ale… jednak w efekcie każdej rywalizacji mamy do czynienia z wygranym i przegranym…

„Gorycz porażki” bywa trudna do przełknięcia…

Do słodyczy wygranej bardzo łatwo można się przyzwyczaić, a tym samym zacząć „ją” traktować jak coś oczywistego – „coś” co jest i najzwyczajniej w Świecie nam się należy…

Lecz każde „pasmo zwycięstw” kiedyś się kończy – nic nie trwa wiecznie…

Wciąż wygrywając i otrzymując od życia wszystko czego tylko zapragniemy (paradoksalnie) jesteśmy (znacznie) słabsi od tych, których los nie oszczędzał…

Intensywność smaku zwycięstwa również uzależniona jest od częstotliwości otrzymywania od losu smakowitszych kąsków w postaci sukcesów i związanego z nimi szczęścia…

Spowszednieć może wszystko – nawet to co (teoretycznie) wymyka się definicji ogólnie pojętej zwyczajności…

„W idealnym Świecie” każdy wciąż byłby szczęśliwy i nieustannie by wygrywał lecz „Idealny Świat” nie istnieje, a wygrywając skazujemy innego na porażkę – inaczej być nie może…

Wszystko czego dotknę zamienia się w złoto…?

Oczywiście, że nie… daleko mi do tego…

Lecz gdyby dłużej się nad tym zastanowić można by było dojść do wniosku, że ciągłe wygrywanie i kurczowe trzymanie się „piedestału” jest bardzo męczące… (paradoksalnie) presja jaka ciąży na zwycięzcach skutecznie może im odebrać radość z osiąganych sukcesów, a w efekcie (co gorsza) „radość życia”…

„Bij mistrza” zwykło się mówić… każdy w konfrontacji z „mistrzem” motywuje się znacznie bardziej…

Nawet największy i (teoretycznie) niezwyciężony mistrz musi kiedyś przegrać…

Czy warto być mistrzem…?

Trudno (od)powiedzieć – to zależy od pragnień, potrzeb i oczekiwań jakie mamy względem życia…

Mistrzom można zazdrościć ale… (zdecydowanie) nie wszystkiego…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s